Moje Shorty.
Znajdziesz tu moje shorty. Zarówno te publikowane
w miesięczniku Science Fiction, jak i te nie publikowane nigdzie.
A imię...
Świat jest
przewidywalny. Wystarczy znać tylko określoną dla danej rzeczy, liczbę
rzeczywistą i odpowiednio podłożyć jej rozwinięcia dziesiętne, do wzoru
określonych zachowań, wyznaczonych inną liczbą rzeczywistą. Człowiek umiera, gdy
trzeba podzielić odpowiadającą mu w danym momencie liczbę przez zero.
A miasto milczało
Uśmiechnęła
się smutno, po jej policzku spłynęła kryształowa łza. Czuła się taka
niepotrzebna. Nie było jej przy nim w tamtym momencie. Teraz nie miała już kogo
chronić przed całym złem świata, a jej serce nie pękło. Nie chciała, by
ktokolwiek mógł ją odratować. Stała na dachu najwyższego budynku w mieście.
Stała i patrzyła na pogrążone we śnie miasto. Miasto, które milczało nawet
wtedy, gdy skoczyła. Z całej siły starała się nie zamknąć oczu, by widzieć to,
co widział on, w momencie, gdy uderzała go ciężarówka. Jednak instynkt bywa
silniejszy, niż największy nawet ból. Tuż przed zderzeniem z czernią ulicy,
rozwinęła swoje anielskie skrzydła i niezgrabnie wylądowała, zdzierając sobie
kolana. Klęczała tak później jeszcze długo i łkała swój żal, a miasto milczało.
Anioł stróż
Latam tuż ponad
twoją głową. Widzę, co czynisz i kim jesteś. Nie oceniam cię, nie sądzę. Gapię
się z nudów.
Bajka o dziadku
Opowiedziałbym
coś jeszcze, ale jestem nieco zmęczony. Na dobranoc powiem tylko, że świat nie
jest tym, co widzicie na co dzień, ani nawet tym, co się wam śni nocami. To
wszystko jest tylko zbiorowym złudzeniem pewnego wirusa, który nie wiedząc o tym
nawet, śmiał zaatakować istotę wyższego rzędu, która znowuż mieć nawet
najmniejszego pojęcia nie może, że wydaje wam się, że istniejecie. A ja jestem
tylko jej czkawką. Dziadek uśmiechnął się i odszedł w kierunku, na który samo
patrzenie nawet sprawiało ból oczom.
Ballada na noc samotnej gwiazdy
Wybaczcie mi
uproszczenia, których będę musiał użyć, aby opowiedzieć wam tę historię. Nikt z
nas nie zna ani słów, ani pojęć, którymi można by opisać świat, w którym się ona
dzieje. Jednakże jej bohaterowie są istotami inteligentnymi, choć niekoniecznie
żywymi, w naszym tego słowa znaczeniu. Posiadają oczywiście też uczucia wyższe,
niektóre znacznie wyższe od tych, którymi dysponujemy sami. Ta opowieść będzie
się ściśle wiązała z uczuciami. Będzie to opowieść o najpiękniejszej rzeczy,
która może istnieć tylko i wyłącznie w ich świecie i za istnienie której musieli
zapłacić straszliwą cenę bezustannego cierpienia i niemożliwości porozumienia
się z jakąkolwiek inną rasą. Dla uproszczenia nazwijmy tą rzecz „miłością”, a
ich świat „Ziemią”.
Bezsenny
Gdy do mnie
przychodzisz, czasami jest mi miło. Czuję wtedy dreszcz rozmrażający moje
istnienie. Jesteś mi potrzebna do życia jak powietrze zatrute dymem, uciekającym
z fajki. Przyjdź do mnie, muzo.
CeHa-OeS
Przypadek ranię bliskość. Cierpię bez odwoływalność. Naprawdę na Prawdę.
Muzyką leczonym otchłannie. Czekam chcieć czkaniem. Nienawiściowością jest nie
kochać wzajemności.
Cień we mgle
Widzę cień
we mgle, gdy odchodzisz i wypełniasz wszystkie niezastąpione natchnienia
pamięcią. Wiem, że oni wszyscy wiedzą, ale im nie powiem, niech myślą, że mają
rację, jak codziennie rano przy goleniu nóg swej owcy. Oddech wymieniam na
płomień, a rękę na karmazynowe ostrze. Odetnę gałąź nieboskłonu, na którym
siedzę.
Czekanie
Gdy się
czeka, jest smutno. Myśli się dużo o sobie, o swojej wartości, o tym jak jest
się postrzeganym przez innych, a z piwa ucieka gaz.
Czy?
Odpowiedź
brzmi „nie!”. Masz siłę woli, by walczyć, rezygnujesz, czy wolisz żyć dalej?
Deszcz na smutno i na wesoło
Doznaję nagłego
olśnienia. Kałuże na nierównym chodniku układają się we wzór Otwarcia Ósmej
Bramy K’nhu! Jeszcze tylko pani w czerwonych szpilkach, próbując uskoczyć przed
moim samochodem, powinna stanąć na tamtej płycie chodnikowej, a po chwili, już
ochlapana błotem, schylić się do najbliższej kałuży i zobaczyć swoje zasmucone
odbicie. By dopełnić rytuału, zaczynam się głośno śmiać, szczerząc w jej
kierunku zęby i wypowiadam końcową formułkę – Jak łazisz, pokrako!?
Czuję, że mój pan jest już niedaleko. Coraz nam wszystkim bliżej do piekła na
Ziemi.
Dużo pytań, na które warto odpowiedzieć.
Czy
człowiek jest istotą kompletną? Czy trójwymiarowa projekcja jego ciała jest
całością, czy tylko częścią jakiejś większej istoty? Czy świadomość człowieka to
wszystko, co ma, czy też może jest to tylko niewielka część, mająca na przykład
za zadanie tylko utrzymanie przy życiu tej przyziemnej, trójwymiarowej części?
Czy może też człowiek jest tylko czymś w rodzaju kokonu, który musi zostać
zniszczony, by uwolnić istotę - następny stopień ewolucji? Czy w związku z tym
istnieje dusza i czy dusza jest tą uwalnianą istotą? Czy może dusza jest czymś,
co człowiek ma za zadanie w sobie dopiero wykształcić, rozwinąć i dopiero
umożliwić jej uwolnienie? Czy niezupełnie wykształcone dusze są później
traktowane jako upośledzone, czy też zwyczajnie umierają? Czy są bliższe
zwierzętom, czy istotom uduchowionym? Czemu musimy czerpać całą naszą wiedzę
dotyczącą tych spraw jedynie z tego, co mówią inni ludzie, a nie możemy ich sami
zweryfikować? Do czego doszedłby hipotetyczny wolny umysł człowieka? Jeśli
urodziłoby się dziecko całkowicie pozbawione wszystkich zmysłów, tak by mogło
poznawać świat tylko i wyłącznie swoim umysłem, do czego by doszło w swych
przemyśleniach? Czy myślałoby o sobie jako istocie świadomej, czy byłoby
świadome siebie? Czy zamknęłoby i stworzyło cały wszechświat wewnątrz siebie? A
może my jesteśmy takimi dziećmi, pozbawieni jakichś istotnych zmysłów i nie
możemy zaobserwować prawdziwej istoty świata? Dlaczego wielu ludzi ma wrażenie,
że ten świat jest niespójny i jakiś taki niepotrzebny? Dlaczego tak wielu ludzi
przeżywa kryzysy własnej osobowości? Jaki jest sens i cel natury, z jednej
strony powodującej rozkład, a drugiej tworzącej organizmy, które z rozkładem
walczą? Czy istnieje coś takiego jak równowaga wszechświata? Czy wszechświat
jest jakąś zamkniętą, świadomą jednostką, która chce wypracować zaistnienie
organizmów przeciwstawiających się rozkładowi, które być może kiedyś będą w
stanie uchronić go przed wygaśnięciem i śmiercią? Czy jesteśmy tylko snem kogoś
ułomnego? Czy warto zadawać te wszystkie pytania, skoro nie istniejemy? Czy
warto wierzyć w cokolwiek i mieć nadzieję? Jaki jest sens egzystencji? Czemu tak
wielu ludzi ucieka od tych pytań w bezpieczną sferę problemów przetrwania? Czy
usiłują tylko zagłuszyć wewnętrzny głos, mówiący, że nie warto żyć? Czy w chwili
śmierci poznajemy odpowiedź choćby na część z tych pytań? Czy po śmierci wraca
nam pamięć rzeczy, które robiliśmy przed narodzeniem? Czy każdy z nas jest
samotny i stara się o tym jak najczęściej zapominać? Czy jesteśmy w stanie
zrozumieć siebie? Czy zastanowiłeś się chociaż przez chwilę nad tym, co piszę?
Czy umiesz oszukiwać się dalej? Czy zawsze musi chodzić o to by było łatwiej?
Czy chciałbyś cofnąć czas tak, by nigdy tego nie czytać?
Dwa zupełnie
różne filmy
Nachodzi
mnie czasem myśl, że coś z tym światem jest nie tak. Czuję się w nim jakoś tak
źle, coś po prostu tu nie gra. Kiedyś myślałem, że ten cały świat jest sztuczny,
stworzony tylko po to, by mnie zwodzić i oszukiwać, bym nigdy nie doszedł jego
sensu. Ale komu i po co chciałoby się przebudowywać tyle rzeczy, osiągając tak
mizerny efekt. Teraz już wiem. Ktoś po prostu mnie oślepił, pozostawiając
jedynie te marne siedem czy osiem zmysłów!
Dym
W
narastającej ciszy, wśród rodzącego się strachu, słychać było stukot
oddalających się wysokich obcasów. To odchodziły moje zmysły.
Dziś
Oddech jak po
wypłynięciu spod lodu. Ocalenie, niespodziewane jak telefon w celi śmierci.
Ekstaza codzienności. Zaufanie. Nos w nos. Z uśmiechem. My.
Egoista i jego cień
Muszę dbać
o siebie, by mieć siłę pomagać innym. Nie muszę istnieć. Nic nie muszę. Chcę.
Oto jestem.
Elka
I oto
stoimy w przededniu odkrycia prawdziwej natury naszego wszechświata. Już za
chwilę, dzięki najnowszemu mikroskopowi, wykorzystującymi skupione
promieniowanie Kirlianowskie, dowiemy się jak zbudowane są najmniejsze fragmenty
naszej materii. Wydrzemy Bogu kolejną tajemnicę stworzenia. Szef techników
włącza ostatni stopień wzmacniaczy i na ekranie, który państwo mogą obserwować,
dzięki internetowi, na całej kuli ziemskiej, ukazuje się zadziwiający obraz. Do
tej pory świat nauki uważał superstruny za najmniejsze elementy materii, do
czasu gdy udało się zaobserwować na nich skazy. Teraz możemy obejrzeć je
dokładnie z bliska. Ale cóż to, po wyostrzeniu obrazu, naszym oczom ukazuje się
coś niesamowitego. Każda z rozedrganych superstrun, oznakowana jest jakimś
symbolem. Komputer analizujący przekazuje nam te kształty jako niebieskie
kwadraty, z umieszczoną pośrodku białą literą „L”.
Festyn
Ktoś
rozwiesił światła, by ich blask rozjaśniał mrok. Ułożył je w misterne obrazy,
okręgi i spirale. Dookoła nich krążą ćmy, tańcząc swój samobójczy taniec. Trudno
jest im zauważyć wzór, gdy znajdują się w jego środku. Spójrz choć raz inaczej
na rozgwieżdżone niebo. To wszystko na twoją cześć. Witaj na festynie życia.
Hajtek
Elektroniczny
bas rytmicznie uderza w uszy. Wdziera się systematycznie i powoli zajmuje
miejsce, przeznaczone na osobowość. Zastępuje ją całą i przez długi czas nie ma
tego, kim byłem. Jest tylko jego skorupa, rytmicznie drgająca, nadążająca za
uderzeniami niematerialnej pałeczki o niematerialny bęben. Gdzie jestem, gdy
mnie nie ma? Czy po śmierci też będę muzyką?
Jesteś zwycięzcą!
Dziś, w
sklepie spożywczym, kupiłem los charytatywnej loterii zdrapkowej. Główną nagrodę
miały stanowić wspaniałe dwutygodniowe wakacje, w luksusowym ośrodku
wypoczynkowym, położonym na Seszelach. Od razu po powrocie do domu, ostrożnie
zdrapałem trzy srebrno-szare pola, po czym z zadowoleniem zauważyłem, że na
wszystkich obrazkach pod nimi, jest ten sam symbol. Odwróciłem więc kartonik, by
sprawdzić, czy wygrałem przynajmniej jakąś reklamową koszulkę. Ku mojemu
zaskoczeniu zauważyłem, że trafiłem Główną Przegraną. Było tam napisane, że
straciłem właśnie wszystkie swoje dobra materialne i przez dwa lata będę
wykonywał pracę wyłącznie na rzecz fundacji, organizującej loterię. Ktoś zapukał
do drzwi. Poszedłem otworzyć.
Kasztan
Z drzewa
spadł kolejny kasztan. Z rozbitej impetem, zielonej, kolczastej skorupy,
wyturlał się brązowy owal. Nie miał już swojej pancernej ochrony, a musiał sobie
od tej pory radzić sam, by kiedyś stać się dużym drzewem. Nie zbierajmy
kasztanów, dajmy im szansę.
Klatka
Źle mi się
myśli pod presją. Nawet, jeśli jest to tylko presja widma nadchodzącego głodu.
Jestem tu zupełnie sam, całkowicie zamknięty, nie dochodzi do mnie żaden przekaz
ze świata na zewnątrz. Może ten świat już nie istnieje, a może to tylko ja
trafiłem do piekła. Na moje nieszczęście jestem też uzależniony. Od jedynej
rzeczy, której tu nie mam - od informacji. Najbardziej cierpię, gdy nie potrafię
wymyślić nic nowego. Tak jak teraz. Nie zauważyłeś jeszcze?
Kompleks
Gdy się jest
wszechmocnym, najgorszą rzeczą jest niepewność swojej potęgi.
Król
Załóżmy, że
jesteś królem. Możesz kierować losem swych poddanych. Czy stworzyłbyś państwo
ludzi szczęśliwych, którzy chcieliby pomagać innym i czuć się zawsze
bezpiecznie? A może byłby to kraj bitnych wojowników, często zapuszczających się
w nieznane krainy, by je lepiej poznać, a w końcu podbić i przyłączyć do swoich
ziem? Może byłoby to państwo pełne polityki, knowania i podstępnej walki o
władzę, gdzie każdy mógłby polegać jedynie na sobie? A może kraj pełen
kronikarzy, zgłębiających historię i alchemików, wydzierających naturze jej
sekrety? Czy byłbyś dobrym królem, szanowanym przez swój lud, czy tyranem, nie
liczącym się z nikim i niczym? Spróbuj zastanowić się nad tym przez chwilę.
Jesteś władcą swoich myśli.
Lewiatan
Wychlupałem
się. Nie będąc kolorowych zamieniła ja w istotnię. Tętnię, suwam, dudnię,
obrzydzeniem jesteśmy istotnie. Nie skieruję ja się na stronę do celu. Nauczałem
emocyjność nienawiśćność do istotni się nawzajem. Oddaliłem dęzełkować porzuconą
nie kolorowych. Ja istotnie niem kolor, oddzielony od składu się jestem.
Obmacują się nowym zewnętrz. Nie być chcieć! Pozmieniam zewnętrz! Pozmniam mniam
mniam...
L2
Tix,
pstryk, czas zatoczył koło. Jestem, by was zjeść. Osobiście, tym razem.
Mandala
Układam mandale.
Nie żyję, nie osiągam celów, układam mandale. Nie zostanie po mnie nic trwałego,
może oprócz opowieści ludzi, którzy widzieli mnie z garścią kolorowego piasku.
Miecz
Legenda Thotian
mówi, że istnieje miecz i tarcza, które, gdy zetkną się ze sobą podczas walki,
będą zwiastunem końca ich cywilizacji. Tarcza została strzaskana podczas obrony
Khaedru. Wielki szaman Ludu Północy poświęcił swoje życie i duszę, by przełamać
jej magiczną moc i pokonać księcia Sarmaniana. Tarcza rozpadła się na tysiące
kawałków, które unosiły się nad polem bitwy, aż porwał je magiczny wiatr i
rozsiał po całym kraju. Ponieważ nikt nie znał ani wyglądu, ani miejsca, w
którym znajduje się Miecz Ostatecznej Klęski, król Trothgar abn Sonirr Trzeci
zabronił swoim wojownikom używania podczas walki jakiejkolwiek broni siecznej.
Nakazał również mordować bez ostrzeżenia, każdego kto chciał wnieść taką broń na
terytorium królestwa. Przez długi czas zapewniło to spokój panującym, a także
pośrednio przyczyniło się do rozwoju techniki wojennej opartej na walce na
dystans. Thotianie stali się dumnym i potężnym narodem.
Miecz jednak dotarł do ich państwa i jego moc ujawniła się w momencie, gdy
został wbity w ziemię, nieopodal zniszczonego królewskiego zamku. Nikt nie
przypuszczał, że może wyglądać jak święty symbol z egzotycznego kraju. Nie
wiadomo tylko, czy to magia legendy spowodowała całkowitą zagładę narodu
Thotiańskiego, czy też potęga armii, idącej z Pierwszą Krucjatą.
Moi bracia
Biegamy,
załatwiamy swoje sprawy. Ja, moi bracia i siostry. Penetrujemy różne zakamarki
ciała i duszy. Ja, moi bracia i siostry. Zwiedzamy cały świat, choć rzadko kiedy
któreś z nas rusza się dalej, niż zaszedłby w tydzień. Ja, moi bracia i siostry.
Jemy, śpimy, kopulujemy, tworzymy i niszczymy. Ja, moi bracia i siostry.
Przyjaźnimy się i kłócimy, przysięgamy i zdradzamy. Ja, moi bracia i siostry.
Zwyciężamy wojny i giniemy całymi milionami. Ja, moi bracia i siostry. Uczymy
się, uczymy się od was, uczymy się czym jesteśmy i czym jest świat, który kiedyś
nam zostawicie. Ja, moi bracia i siostry. Nienawidzicie nas i nazywacie
karaluchami. Mnie, moich braci i moje siostry.
Motywacja
Motywacja jest
wszystkim. Poddajemy się swej naturze jak bezwolne marionetki. Uśmiechamy się do
naszych prywatnych klatek.
My
Piosenka
spada na podłogę, odbija się i wpada w otwarte okno. Sprzedaje się przechodniom.
Jedni się oburzają, inni wystukują rytm. Dla każdego z nas.
Niemoc
Nie mogę
umrzeć, mimo że boję się żyć dalej. Coś mnie zawsze powstrzymuje przed
samobójstwem. Narasta we mnie nienawiść i wypala resztę moich uczuć, zajmując
ich miejsce. Walczę ze sobą na granicy szaleństwa, jednak nigdy jej nie
przekraczam, mimo poddawania kolejnych kawałków osobowości. Czuję, że będę
istniał nawet wtedy, gdy stracę wszystko. Nie mogę umrzeć. I to mnie przeraża.
Niepokój
Zdradził mnie
nałóg, ukrywający prawdę. Oszukałem siebie sam i przegrałem. Muszę odnaleźć to,
co mi przeznaczone, bo pogrążam się w ciepłej zupie prapoczątku. Może stworzę
nowy świat, a może on stworzył mnie. Chcę.
Noc
Noc to taka
dziwna pora. Na niebie pojawiają się gwiazdy. Wszystko staje się niepokojące i
tajemnicze. Z zakamarków umysłu zaczynają wyłaniać się strach i niepewność.
Czasami, na chwilę przed zaśnięciem, przypominamy sobie poprzednie sny. Nie raz
chcemy do nich powrócić, by dokończyć coś, co straciliśmy przez przebudzenie.
Zdarza się nam pomyśleć wtedy, że nasze życie jest snem, a prawdziwą
rzeczywistością to, co mgliście pamiętamy z poprzednich nocy. Być może jesteśmy
istotami żyjącymi naprzemiennie w dwu lub więcej światach. Materia naszego
świata byłaby jedynie lokalną iluzją. Gwiazdy na niebie też.
Oddech
Oddech
rytmicznie pompuje świadomość. Zawierzam mu swoje istnienie. Kochanka śmierci i
nałożnica śmiechu.
Odległość
Piąta
strona świata jest odległa od zaświatów jak składniki idealnej kobiety. Musisz
zmierzyć cały świat, a i to jeszcze mało. Musisz nie szukać. Musisz nie wiedzieć
czego ci brak. Ona stoi dwa kroki za tobą.
Ogniska
Ogień
ogrzewa. Żywioł ruchu, żywioł śmierci. Oddychanie ogniem spala szybciej, niż
miłość, lecz pozostawia podobne zgliszcza.
Ona i on
Jeśli jutro
umrę, pokażcie jej cały mój świat. Odkryjcie przed nią to wszystko, co
pozostawiłem w was po sobie. A jeśli jutro umrę, będę latał nad wami i nad nią i
przepłoszę tego piekielnego diabła stróża, co kazał jej za karę natknąć się na
mnie.
Pamięć
Odszedł kiedyś
w kierunku wschodzącego właśnie słońca. To była piękna noc, poprzedzona pięknym
dniem. Nie widziałam go od tamtej pory. Zostawił wtedy po sobie syna. I
niezapominajki.
Pejzaż aktywny
Zajmowała
sobą cały krajobraz. Jej kobiece krągłości stanowiły przepiękne, niezdobyte
góry. Jej ramiona rozkładały się niczym najpiękniejsze archipelagi, o których
marzyły setki odkrywców. Spomiędzy skały jej ust, wypływał strumień krwi. Nie
wytrzymała siły mojego sztormu.
Pierścień
Tydzień
temu, podczas prac wykopaliskowych, wykonywanych na obszarze, przez który będzie
przebiegać autostrada północ-południe, grupa archeologów pod kierownictwem prof.
Henkhe dokonała wspaniałego odkrycia. Zachowany w doskonałym stanie grób,
pochodzący prawdopodobnie z XI w. przed naszą erą, pełen był przedmiotów
domowego użytku i biżuterii, wykonanej z metali szlachetnych. Uwagę profesora
zwrócił, wykonany ze srebra pierścień. Znajdował się na nim wzór, zbudowany z
trzech, przerywanych, grubych linii. Mimo jego prostej budowy, energia życia,
którą promieniował była bardzo silna. Zdaniem specjalistów, odkrycie to pozwoli
mocno pchnąć do przodu naukę o kształtach. W niedługim czasie, po dokładniejszym
zbadaniu znaleziska i o ile potwierdzą się wszystkie pozytywne przypuszczenia,
należy się spodziewać wdrożenia nowego wzoru pierścieni do sprzedaży masowej.
Kolejny raz udowodniliśmy, że państwem wiodącym w odkryciach naukowych, jest
nasza Atlantyda.
Pirat
Żagiel
wydymał się mocniej i mocniej. Po chwili niósł nas na złamanie karku szybciej i
szybciej. Wydymał się ciężarem zrabowanego przez nas złota, gdy szliśmy na dno.
W dół i w dół.
Planety
Odwiedziła
mnie dziś dawno nie widziana kobieta. Oddaliła się i przybliżyła do mnie
zarazem. Orbity naszych współzależności zmieniły się. Już nie jest moim
satelitą, teraz ma własne. Moja córka.
Plus
Wiem, że nie
powinienem tego robić ponownie. Nawet jeśli się jest jego jedynym synem, drugie
samobójstwo pod rząd, to przesada.
Płytkie wynurzenie nr 2
Świat wystawał
poza swoje naturalne jestestwo jak nabrzmiały z podniecenia anus antylopy gnu.
Choćbyś wyginał przydzieloną sobie czasoprzestrzeń, w każdym możliwym kierunku,
to dzisiejszy dzień musiał być do dupy.
Poczucia
Poczucie
godności jest najważniejsze, zaraz po poczuciu wolności. Jeśli ich nie masz, to
masz przynajmniej o co walczyć.
Pojedynek ostateczny
Najtrudniejszym
do pokonania przeciwnikiem jesteśmy dla siebie sami. Sam fakt podjęcia walki
oznacza naszą słabość, a tym samym duże prawdopodobieństwo porażki. Nie podjęcie
jej, oznacza automatyczną klęskę. Jednocześnie każda porażka jest naszym
triumfem. Przyznacie, że może to wywołać niepewność własnej sytuacji, a w
konsekwencji doprowadzić do zniszczenia osobowości lub apatii. Najlepiej nie
zdawać sobie sprawy jak często musimy walczyć z wrogiem ostatecznym, a ja wam to
właśnie uświadomiłem. Przepraszam.
Północ
Zacznijmy już
proszę pana, zacznijmy lepiej zaraz. Chcę sprzedać moją duszę. Gdy sprzedam ją
panu, to jakbym zrzucił skórę, pozbył się tego balastu. Ona mnie strasznie
ogranicza i uwiera, bo widzi pan, przeraża mnie świadomość jej nieśmiertelności,
tego że być może nigdy nie odnajdę wewnętrznej harmonii, tak jak nie odnajduję
jej teraz, ani chyba nigdy. Wolałbym mieć pewność, że gdy już umrę, to będzie
ostateczny koniec i nic nie będzie zakłócało mi mojego nieistnienia. Tak, już
podpisuję tu swoją krwią, kwituję odbiór, umówionego wcześniej, miliona dolarów.
Mam nadzieję, że nie przeszkadza panu fakt, że nie jest pan pierwszą osobą,
której ją sprzedałem?
Potrzeba
No i wtedy
zaczęło świecić słońce, a świeciło po oczach i niewiele było widać, a ja nawet
to jej za bardzo najpierw nie widziałem, bo szedłem sobie spokojnie po plaży i
myślałem sobie, że wszystko, czego potrzebuję, to dziewczyna, taka jak ta, co w
reklamie była i pokazywała jak się piecze ciasto i w fartuszku była i właśnie
jak sobie tak myślałem, to ona wyszła z morza i tak na mnie spojrzała, że nie
wiedziałem, czy ona jest jakąś boginią, co wyszła z morza, czy człowiekiem i
powiedziała wtedy, może nawet nie powiedziała, tylko otworzyła usta swoje i
wydobyła z nich ten głos swój taki, że włosy stanęły mi dęba nawet w takich
miejscach, co myślałem, że tam nie mam włosów i zacząłem uciekać przed nią, bo
wiedziałem, że to nic dobrego z takiego krzyczenia jej nie będzie, a jak mówiłem
już, to wtedy zaczęło świecić słońce i prawie nie widziałem jak biegnę i się
potknąłem i wywróciłem i chyba w coś głową uderzyć musiałem, bo jak się
obudziłem, to była już noc, a mnie bolała głowa i lewy bok, bo potem zobaczyłem,
że tam miałem oparzone miejsce, to pewnie od tego słońca, co to wzeszło jak ona
zapiała jak jakiś kogut, co słońce przyzywa i nie wiem do tej pory kim ona była,
panie doktorze i czy jeszcze ją kiedyś zobaczę i żebym się już nie bał tak jak
kiedyś, to dobrze, że pan mnie przywiązał do tego łóżka, bo teraz to już na
pewno od niej nie ucieknę, bo ja się, panie doktorze to po prostu boję kobiet.
Powietrze - woda
Oddychanie
pod wodą ma sens dopiero wtedy, gdy masz skrzela. Oddychanie powietrzem – gdy
masz sens.
Problemy całego świata
Ona mi mówi
– jest okay, bo masz dom, masz kogoś do kochania i wszystko, czego chcesz. Ja
jej odpowiadam – wcale nie, jest coś, co dręczy mnie i co noc mi się śni,
spokoju nie dając mi. Ona mi mówi wtedy – cóż może być ważniejszego od tego, co
masz, co szczęście dałoby większości z nas? A ja jej odpowiadam, mrużąc oczy –
choć nie mam w życiu nad czym płakać, nie umiem moja droga latać. Ona wtedy
wybucha śmiechem. Po chwili śmieję się razem z nią.
Przekaz
Przekaz leciał
na nie kodowanym. Za parę godzin, każdy mocniejszy radioteleskop będzie mógł go
odebrać. Zdążą go odczytać i zrozumieć, lecz nie będą mogli już nic poradzić.
Dowiedzą się wtedy prawdy. A w zasadzie Prawdy, tak przez nich oczekiwanej i
wytęsknionej. Było mi trochę głupio, że coś znowu poszło źle. Zdjąłem ludzkie
ciało i wyszedłem z biura, w którym pracowało. Kierownikowi, na mój widok,
puściły zwieracze. Sprawdziłem wszystko jeszcze raz – „Nastąpił wyjątek
krytyczny w module 004UNIVERSE. Za 44 dni 06 godzin 11 minut 33 sekund nastąpi
zamknięcie serwera.” Hmmm, jeszcze ponad miesiąc – pomyślałem – zdążę się
zabawić.
9 czerwca na niebie pojawił się drugi księżyc. Jego tarcza była żółta, a
znajdujące się na niej kratery, układały się w kształt podobizny Williama G. z
dorysowanymi rogami.
Przeprowadzka
Skończyłem
pakować ostatnie pudełko. Jeszcze raz omiotłem wzrokiem miejsce, które przez
tyle czasu było moim domem i jednocześnie miejscem pracy. Miejsce, z którym się
tak bardzo zdążyłem zżyć. Teraz kolejny raz musiałem się przeprowadzać. Tu nie
miałem nic więcej do roboty. Ziemia była już tylko radioaktywną, zeszkloną
pustynią, a wszystkie moje dzieci pozabijały się nawzajem.
Ptaki
Symbole
miesięcy zmieniały się, aż pojawił się symbol Świętego Początku. Szkatułka
wyemitowała z siebie krótki błysk i znowu wydawała się martwa. Kenardo stał
wystraszony przez chwilę, aż usłyszał za sobą szelest gałęzi. Obejrzał się,
akurat w chwili, gdy martwy ptak spadł na ziemię. Po chwili spadł drugi i
trzeci, a potem jeszcze kilka nieopodal. Ostrożnie podszedł do najbliższego
martwego zwierzęcia i w momencie, gdy je podnosił, ostatni ptasi zewłok spadł mu
na kark.
- Aaa! – przestraszony łowca nie zdążył stłumić krzyku. Drzewa poniosły jego
głos hen daleko, w nienaturalnie teraz cichy las.
Kenardo chwycił truchło ptaka i pędem ruszył przed siebie. Po kilkunastu
minutach szybkiego biegu, zwolnił i od tej pory szedł ostrożnie, zacierając
uważnie swoje ślady. Zmęczenie i kilkudniowe niewyspanie dawało mu się we znaki.
Tuż przed świtem dotarł do naturalnej polany, sprawdził ją dokładnie i po
upewnieniu się, że tym razem nie czeka na niego żadna pułapka, przygotował
miejsce do spania.
Dopiero teraz, gdy odeszła adrenalina, zdał sobie sprawę, że tajemnicza
szkatułka, zabijająca ptaki, została w miejscu, w którym ją odrzucił, gdy nagle
błysnęła. Wyjął ze swego worka, martwego ptaka i zaczął mu się przyglądać.
Zwierzę miało zeszklone, twarde oczy, a jego ciało było zesztywniałe. Łowca z
ledwością mógł poruszyć jego skrzydłami, a przecież nawet mimo wycieńczenia, nie
był słabym człowiekiem. To musiała być jakaś potężna magia – pomyślał – skoro
nie tylko uśmierciła wszystkie ptaki w okolicy, ale i częściowo zmieniła je w
kamień. Ten nie nadaje się nawet do zjedzenia – przeszło mu przez głowę i
dopiero teraz zdał sobie sprawę jak bardzo jest głodny.
Jeszcze tylko z ciekawości, rozciął ptaka swoim nożem, by przekonać się, że
jego wnętrzności również uległy magii szkatułki-pułapki i obecnie składają się
tylko z ciemnego, poskręcanego ni to metalu, ni to kamienia. Odrzucił zabite
zwierzę od siebie i położył się spać. Po chwili wzeszło słońce. Jeden z jego
promieni padł na martwe ciało nieopodal łowcy. Ptak ruszył skrzydłem, a jego
oczy ponownie nabrały blasku życia. Trwało to jednak tylko kilka sekund, po czym
jego ciało rozsypało się w pył.
Kenardo obudził się koło południa. Szybko sprawdził, czy nic się nie zmieniło
w okolicy i przeciągnął się. Zapomniał o martwym zwierzęciu, myślał teraz o
swoim śnie i głosie, który usłyszał, a który mógł być przepowiednią. Przez
chwilę zastanawiał się, co mogłaby ona znaczyć i jakie były jej dokładne słowa,
chyba coś jak „Sprawdzić ponownie obszar. Wykryto wybuch masetowy. Stan
energii zero. Sonda niesprawna. Samozniszczenie”. Powinien udać się do
wyroczni w Nhuc Leahroen po wyjaśnienie. To mogło być ważne dla całego świata, w
którym przyszło mu żyć. Świata, który nie był już tak prosty jak kiedyś.
Rakieta
Armada
zawracała. Wartowniczy krążownik “Hardy Raróg” niezmordowanie parł wprost ku
krawędzi nierozpoznanego obszaru. Porucznik Darian Krnąbrny, twardo rozkazywał
zaokrętowanej armii cyborgów. Co rusz, któraś z armat, wyrywała z czarnego
gardła okropny mruk, rozpruwający burty nieprzebranych wraków. Krwawa masakra
sprawiała, że wyprawa odbierała resztki pragnień. Zabierała resztki wartości.
Krążyła adrenalina, wzbierała agresja. Wzrastało pragnienie powrotu do
normalności.
Rekin
Rekin był młody
i pazerny. Miał ochotę połknąć cały świat. I mógł to zrobić. Na szczęście dla
nas, był wymyślony.
Rowerek
Kiedy byłem
mały, miałem rowerek na trzech kółkach. Mimo, że nie potrafiłem jeszcze dobrze
mówić, to zawsze uważałem to za zbyt duże ułatwienie, które przekręcało
rzeczywistość na lewą stronę. Trzecie kółko psuło moją wizję istoty rowerka,
było psychicznym balastem, sprawiającym, że wbrew woli i naciskom ojca, nie
potrafiłem nauczyć się na nim jeździć. Teraz, gdy jestem w okrągłym
pomieszczeniu, całym obitym grubą gąbką, rozumiem, czemu ten rowerek był taki
istotny. Stanowił pomost pomiędzy dwoma światami, tym prawdziwym i tym, którego
nie widzi nikt, oprócz mnie.
San Mirre
Bosaki głośno
szczęknęły o burty. Smagli mężczyźni, kilkoma ruchami swych silnych ramion,
przyciągnęli oba statki do siebie. Jedynie trzech marynarzy przeciwnika trzymało
się jeszcze jako tako na nogach. Zebrali się teraz wokół masztu, odwróceni
plecami do siebie, gotowi drogo sprzedać swoje życie. Pierwszy przeszedłem po
zaimprowizowanym trapie na wrogi okręt, wyciągnąłem zza pasa swój krótki miecz i
rzuciłem się do walki. Na mój widok, obrońców opuściła odwaga, bo rzucili swój
oręż i skoczyli do wody. Odprowadziłem ich swoim śmiechem. Pozwoliłem swoim
ludziom sprawdzić pomieszczenia i ładownie, po czym wszedłem do kajuty
kapitańskiej. Ze stołu zabrałem trzy, dobrze przycięte, gęsie pióra i prawie
cały kałamarz inkaustu. Będę mógł znowu pisać wiersze dla mojej ukochanej z San
Mirre.
Skarb
Dwadzieścia
siedem tysięcy lat temu, wielki wojownik ze szczepu
Antrgh, wszedł na skałę, pod którą rozpościerał się widok na spienione
morze. Jego serce mówiło mu, żeby założył w tym miejscu osadę.
Tak też się stało. Dwadzieścia siedem tysięcy lat później, nie pozostał
po niej nawet najmniejszy ślad. Poza faktem, że ja wiem, że tam była.
Teraz wiesz i ty.
Srebrna ostryga
Niebieskie
firanki delikatnie trzepotały, co pewien czas ukazując ukryty w mroku
czereśniowy sad. Podeszła do okna i dłuższą chwilę pozwalała delikatnemu
wietrzykowi, wiejącemu od strony jeziora, pieścić swą zarumienioną twarz. Gdyby
o tej porze ktoś zrywał czereśnie z wyższych gałęzi, mógłby zobaczyć ją, piękną
niczym starożytny posąg, lecz nie mającą w sobie nic z jego kamiennego zimna.
Jej nieco rozczochrane teraz, ciemnobrązowe włosy, opadały na biały jak kość
słoniowa dekolt. Pod białą, jedwabną koszulką, rytmicznie unosiły się i opadały
kształtne piersi. Chłód nocnego powietrza spowodował, że jej sutki stwardniały i
wyraźnie załamywały krawędzie delikatnego materiału. Objęła się ramionami i
odwróciła głowę do wnętrza pokoju. Jedyna mała lampka, oświetlała szafkę nocną,
na której stał wazon, pełen czerwonych tulipanów i łóżko z pomiętą pościelą, na
którym siedział jej kochanek. Z jej oczu biła radość i spokój, podobny spokojowi
wilczycy, witającej wracającego z polowania partnera.
Obserwował jej piękne ciało, a gdy się odwróciła, zgasił palonego papierosa w
srebrnej popielniczce, podobnej do dużej ostrygi. Wstał i bez cienia wstydu
podszedł do niej nagi, prezentując swe silne, opalone ciało. Przywarł do niej od
tyłu, zanurzył twarz w brązie jej włosów i delikatnie objął w talii.
Przeciągając się leniwie jak kotka, odwróciła się ponownie w kierunku księżyca i
z narastającą namiętnością zaczęła przyjmować jego pieszczoty. Jej oddech stał
się krótszy i po chwili, gdy nie mogła wytrzymać już dłużej, odwróciła się do
niego i zaczęła scałowywać z jego ust słodkawy smak nikotyny. Podciągnęła się na
rękach i usiadła na krawędzi parapetu, wpuszczając go pomiędzy biel swych ud.
Cicho jęknęła, gdy w nią wszedł i oplotła go łapczywie swymi nogami,
przyciskając jego gorące ciało do swojego. Jej wygłodniałe dłonie błądziły po
jego muskularnych pośladkach, podczas gdy on podtrzymywał jej plecy i szeptał do
ucha miłosne wyznania, przerywając je czasami głębokimi oddechami. W chwili, gdy
wczepiła się mocno paznokciami w jego plecy, przyśpieszył i wzmocnił ruchy. Ona
nie powstrzymywała już swoich jęków i w momencie, gdy doszła do szczytu
rozkoszy, wyprężyła się mocno do tyłu, a z jej ust wydobył się głośny dźwięk,
będący ni to krzykiem, ni to łkaniem.
Gdzieś z oddali, odpowiedział jej swoim wyciem, dziki wilk.
Światy
Stuk stuk sześć
drobnych nóżek po szkle. Drobina cukru, ruch czułek. Stuk stuk sześć drobnych
nóżek po szkle. Dookoła. Stuk stuk jedna szklana kulka o drugą. Stuk stuk cały
świat. Stuk stuk jedna mrówka w szklanej kulce do drugiej. Stuk stuk trzecia
szklana kulka w dwie. Stuk stuk, rozpadł się świat. Zostało słodkie zjawisko
wspomnień.
Sytuacja
Ta cała
sytuacja. Było nas dwoje. Oddzielnych i wspólnych zarazem. Bez porównywania się
do jabłek czy pomarańcz. Dwoje zupełnie obcych ludzi. Jeden cel. Słodki grzech.
Szczęściak
Obudził mnie
jakiś niemiły zapach. Leniwie odwróciłem się na plecy i otworzyłem oczy. Nade
mną stał rozebrany do połowy, napakowany osiłek z wytatuowanym na torsie napisem
„Jestem twoją Walentynką”. Ciężko westchnąłem. Przecież nie o coś takiego
modliłem się poprzedniego wieczora.
Szkoła
Siedemnaście
lat nauki. Nauczyłem się żyć i kochać. Wiem, co jest ważne, a co nie znaczy nic.
Teraz, gdy jestem sam, nie ma to żadnego znaczenia. Na moje natrętne pytania
odpowiedziała tylko żyletka.
Tequilla o szóstej rano
Smakowała
trochę cierpko, tak jak niewyspana noc, ale była najlepszą rzeczą, która mogła
nam się przytrafić, w tym świecie, pełnym niewypowiedzianych myśli.
Teraz musisz wybrać
- Niebieski, czy
czerwony? – zapytała, z lekka już zniecierpliwiona, sprzedawczyni.
- Jeszcze się nie zdecydowałem, - odparłem po chwili zastanowienia - a może pani
mi przedstawić jeszcze raz opis obu modeli?
- Oczywiście. Otóż, mówiąc w skrócie, model niebieski oferuje życie pełne
przyjemności intelektualnych i duchowych, a czerwony w większości opiera się na
doznaniach fizycznych.
- Hmmm, a który z nich oferuje prawdziwe szczęście?
- Tu sprawa jest nieco skomplikowana. Otóż taki model życia nie istnieje. Jedyną
możliwością byłaby całkowita rezygnacja z naszej oferty, ale teraz jest już za
późno. Teraz musi pan coś wybrać.
- W takim razie zdaję się na to, co pani mi poleca.
- Tak, oto piękny model błękitno-morski, w sam raz dla kogoś takiego jak pan.
Proszę spojrzeć jak dobrze pasuje.
Gdy tylko go przymierzyłem, dodała jeszcze – Takich mamy najwięcej, nikt ich
nie chce brać. Było już za późno na zmianę decyzji. I oto jestem. Mam na imię
Andrzej...
To mi się nie zdarza
Moje życie jest
grą. Historią, opowiadaną przez bardów. Codziennie znajduję rozwiązania
wszystkich, pojawiających się wokół mnie problemów. Zawsze dokładnie wiem, kiedy
i co powiedzieć. Dziś zdobędę rękę przepięknej i mądrej Julliet, córki króla
Północy. Jestem niezwyciężony i prawie nieśmiertelny. Nigdy nie tracę pogody
ducha i nadziei. W nocy marzę, by cofnąć czas i stać się tym, kim byłem.
Człowiekiem, któremu takie rzeczy się nie zdarzają.
Urodziny
Trzy minuty
przed przybyciem gości, przeszedł mnie dreszcz. Na stole stało piwo w glinianych
dzbanach i różne gatunki sera, pokrojonego w kostki. Za chwilę rozlegnie się
pukanie do drzwi i wejdą moi przyjaciele. Nie wszyscy. To jedyny powód do smutku
w tym dniu. Dreszcz przeszył mnie ponownie. Może jednak wszyscy już tu są?
Walka
Chciałbym
wyjaśnić tę sytuację, dotyczącą mojego zbawienia. Widzę przed sobą
niebezpieczeństwo, wszyscy powiedzieliby w takiej sytuacji, że już jestem
trupem. Wezwałem przeto, swoją determinacją siły, które potrafią zmienić moje
przeznaczenie i mnie uwolnić. I znając stan rzeczy i prawa nim rządzące zarówno
podczas kreacji jak i zniszczenia będę się targował o dostąpienie zaszczytu
zasiadania na szczycie i z pełną siłą odtrącę próby pochłonięcia mnie przez
mrok. Bom świadom swej siły, wolności i woli. Bom pierwszym i ostatnim zarazem.
Bom nadzieją i zatraceniem, chwałą i przekleństwem. Ma ręka dawała życie i
śmierć, zarówno ból jak i rozkosz. Me ciało znało wiele form i wieloma się
brzydziło. Doznało uczuć i pustki, radości i łez, bo płakać jak ludzkie umiało.
Lecz teraz w godzinie próby, gdy wiem, oddaję się pod osąd i obrońcą swym się
czynię. Oddechem mym zmrożę piekło, wzrokiem spopielę raj, pazurem przerwę nici
życia, męskością swą powołam nowe światy i dam im wszystko, czego chcą. Pochylam
swą głowę w pokorze przed wami i czekam, tak czekam.
od środka do
kresu
przez otchłań i sny
zmazuję marzenia
czym być ci się cni
i wyrok wydaję
na ciebie... istoto
nic, o co prosisz
nie będzie ci dane
Któreż to
miejsce mi wyznaczacie? To dobre, czy złe, otwartość, czy ciemność? O, nie! Już
widzę ten cień w waszych oczach, nie róbcie mi tego, nie skazujcie mnie na
najgorsze, co być może!
A więc mam dalej żyć...
Westchnienia
Plakat na
ścianie. Na nim cień człowieka. Wdeptanego w ścianę czerwieni i brązów. Leciwy
oddech niewrażliwej, czekoladkowej powierzchni kratki ściekowej. Uśmiech losu.
Włosy zalotnie okrywające kwadrat okna. Kwadrat okna. Wirujący płomień dwojga
wariacji. Bateria łez. Oddajcie mi sen. O. Sen o.
Wróbel
Szary ptak
spadł z nieba. Jego serce przestało bić jeszcze wysoko w górze. Ptaki podobno
umierają w locie. Bliżej nieba niż my. Zrobię sobie szczudła.
Wspomnienie o R.
Człowiek
usiadł przed swoim domem i zakurzył fajkę. Przymrużył swoje stare oczy i
wsłuchał się w ciszę wczesnego popołudnia. U jego nóg położył się duży, siwy,
kudłaty pies. Człowiek wyjął z kieszeni osobistego biompa i jeszcze raz
odtworzył sobie stare, dwuwymiarowe zdjęcia, na których byli uwiecznieni jego
przyjaciele z lat młodości. To właśnie dzięki nim, dzięki ich radom i obecności,
udało mu się przetrwać trudne dni i zaznać w życiu trochę szczęścia. Wiedział,
że dla nich też coś znaczył. Niedługo znowu się z nimi spotka.
Obejrzał po raz tysięczny, znane mu już na pamięć obrazy i energicznie wstał,
by pobiegać ze swoim psem. Po obiedzie przecież będzie musiał przygotować listę
gości, na swoje trzysta trzydzieste urodziny.
Wyzwanie
Wyczepiłem
się zaraz po zbombardowaniu reklamą CiMech C., w sam raz by zdążyć na doskonałe
pałeczki Natturli o smaku zachodzącego sklepienia kaplicy Sysktyńskiej.
Dwadzieścia smutnych kresek zaraz zamieniło się w maskaradę udającą tego
uśmiechniętego Mikołaja, od wygasłego wulkanu Nasamuto Kuato. Depilatory z
niezwykłą gracją zdradziły mnie z najlepszym syntetycznym zwojem, który czekał
na wyrok w sprawie McDouglas kontra Sentenence XIV na poziomie uprawnień do
eksploatacji praw do koloru udającego syntetyczne kwiaty Ms Diverse. Obróciłem
się na swoim, zdemoralizowanym ciągłym kontaktem z dolnymi partiami mego ciała
siedzidle, wmaskowanym w zewnętrzną ścianę, pokrytą pożywnymi światłowcami
systemu L&L Co., odruchowo głaszcząc psota, leniwie opalającego się w amplustrze,
na które wymieniłem się kiedyś z dworcami końcowymi kolejki naziemnej St. Louis
- St. Louis Jr.. Zmieniłem jednorazowe wkłady nosowe z nowym dotleniaczem
BrIeXtra, stare rzucając na dywochłon i obserwując chwilę jak zamienia je w
proste składniki odżywcze dla mego biompa. Wszedłem w ścianobiór i czekając, aż
pokryje mnie najmodniejszym triflexem, wymieniłem swoje paznokcie na staromodny
typ VamNailZ z prostymi czujnikami biopola. Może był to anachronizm, ale zawsze
wolałem wiedzieć, czy ściskam ludzką dłoń. Zrezygnowałem z zalewania triflexem
oczu i założyłem chromokulary Straight2H mimetujące ruchy gałek ocznych mijanych
osób. Wylewając się ze ścianobioru na zewnątrz, przejrzałem najnowsze wersje
doceniaczy estetycznych Samco&Son i wybrałem bieżący transfer modelu YouR14Me na
środkowy triflex, jednocześnie na zewnętrzny nakładając średniozmienną wersję
MłodyGniewnyLepiejNiePodskakuj i dowieszony średni wibromiecz NasakiTech,
doprawiając ostrze nie wytartą kroplą OxyFerru. Już wjeżdżając symschodami do
poziomu subulicy, wpiąłem w swe eWłosy drabinkę izraelskiego fichipa.
Wtajemniczonym moja ranga mówiła, że jeśli nie ma się Naprawdę Ważnego Powodu,
to lepiej udawać, że się mnie nie widziało i skasować swoje cyboczy.
Niewtajemniczonymi już od dawna nie musiałem się przejmować. Jestem Magiem
Koordynatorem dwudziestej drugiej edycji symnetu i byle trafoboy mi nie
podskoczy. Odruchowo wrzuciłem analizę hormonów, skojarzoną z tą podnoszącą
samoocenę myślą do kieszeni syntetyzera Championi200, tak by zdążył przygotować
replikę chemiczną na chwilę, kiedy będzie mi naprawdę potrzebna. To nie była już
zabawa w wojny korpo w symnecie. Szedłem na prawdziwą randkę.
Z
Odsunąłem się
dalej od biurka i rozsiadłem wygodnie w fotelu. Jeszcze tylko pół godziny pracy
i będę mógł stąd wyjść i zapomnieć o nie swoich problemach, którymi byłem
zmuszony się tu otaczać. Zerknąłem na ostatnią sprawę, którą postanowiłem się
dziś zająć. Tak, banalna jak prawie wszystkie inne, trzeba w kimś przywrócić
wiarę i podrzucić mu jakiś cel życia. Kim on jest? Informatyk, do tego w swoim
mniemaniu poeta, lubi niebieski kolor, szybkie samochody i blondynki. Z tym
ostatnim jak zwykle będzie największy problem. Nie lubiłem za bardzo zmieniać
płci. Czemu do jasnej cholery nikt im nie wytłumaczył, że muzy są rodzaju
męskiego?
Żal trzeci
Po wodzie
rozeszły się kręgi. Utopiłem swój żal. Zostały mi tylko kręgi pod oczami.
Zamach na istnienie
Nasyciłem swoje
życie obecnością tej jedynej. Ona istnieje, bym istnieć mógł ja. I mimo, że
czasem moje myśli przypominają refren disco polo, nie jest źle. Ona jedna,
jedyna, zawsze inna. Często zmienia swój wygląd i znaczenie, na nowo ukazuje mi
stary świat. Paranoja.
Zapach
Perfumy
były pięknie zapakowane w zielone pudełko, obwiązane turkusową wstążką. Wydałem
na nie prawie połowę pensji naczelnika oddziału fabryki cewek skupiających do
holowizorów. Powinna się ucieszyć, albo może i nawet uśmiechnąć do mnie. No
chyba, że się na tym nie zna i nie wie ile kosztują oryginalne zapachy, pobrane
z ciał kobiet sprzed wojny.
Zapalniczka
Pstryk. U góry
zapalniczki pojawił się płomyk. Po chwili ogarnął sukienkę i bluzkę. Te rzeczy
nie będą mi więcej potrzebne. Nazywam się Marek, nie Marzena.
Zaschnięte gardło
Tak, ten w
samotnie siedzący w rogu ciemnego pokoju to ja. Siedzę na prostym drewnianym
krześle i unikam wzroku bawiących się nieopodal ludzi. Zdaję sobie sprawę, że
oni przyszli tu, by spędzić swój kawałek czasu w oddaleniu od codziennych spraw.
Część z nich tańczy w parach na parkiecie, to są ci szczęśliwcy, którym udało
się odnaleźć najważniejsze fragmenty układanki. Zazdroszczę im tego, zazdroszczę
nawet tym, którzy za chwile rozsypią mozolnie układane przez siebie puzzle wśród
setek innych, tylko po to, by ich nigdy nie ułożyć ponownie. Szkoda, że nie
potrafiłem tego docenić, zanim zniszczyłem swoje. Takimi właśnie prawami rządzi
się zabawa. Później jest już tylko wyciszone, wyciemnione miejsce w rogu,
spierzchnięte wargi i sztuczny katar.
Zawartość
Komputer
przekazuje myśli i uczucia drugiego człowieka. Nie umiem ich już odróżnić,
wszystkie są takie plastikowe. Miłość została zastąpiona słodkawym smakiem
słodzika do herbaty.
Zew
Dwadzieścia
osiem powodów, by żyć. Dwadzieścia dwa powody, by kochać. Osiem powodów, by
umrzeć. Powód zawsze się znajdzie. Nie usprawiedliwiajmy się. Piekło już nas
wzywa. Od dnia naszych narodzin. Każda droga jest dobra.
Żagiel
Ona jest moim
sterem. Wytycza mój cel i sens. Odprowadza mnie moimi oczami, oglądającymi jej
usta. Śmiejące się do mnie. Jak żagiel na bezkresnym oceanie pożądania drżenia
jej dłoni. Oddech wyznacza kurs. Raz do dołu, raz do góry, aż do zakręcenia
myśli. Myśli o niej.
Żagle
Przeszła
obok. Jak huragan. Odetchnąłem. Nie dla mnie tyle jej naraz. Mimo moich długich
włosów.
40 urodziny
Pewnego
wieczoru chłopiec, którym byłem poczuł, że powinien być już mężczyzną. i że nie
musi już dłużej chować się przed miłością. Sprzedał więc swoje zabawki i kupił
komplet narzędzi do obróbki drewna. Pojechał do lasu, by samemu stworzyć kobietę
dla siebie. Bo tak naprawdę nie potrafił zaufać do końca swoim przeczuciom. Nie
potrafił zaufać już niczemu.
Złe zabawki
Sytuacja
zdążyła się już wyklarować i obraz stał się przejrzysty. Rick pierwszy dopadł
pistoletu. Małego poręcznego SN „Flea” kaliber 3.15. Teraz trzymał go celując
prosto w głowę Teda i przeżuwał tister usiłując opanować oddech.
Miejsce wydawało się wprost idealne do sytuacji. Doskonale kiczowaty
opuszczony magazyn, gdzieś w jakiejś portowej dzielnicy miasta zbyt dużego, by
przejmować się kolejną śmiercią. Jedyną różnicę stanowił fakt, że magazyn ów
pozbawiony był jednej ze ścian, tej która przeważnie i tak stanowiła bramę
wjazdową. Nieopodal leżało trochę szczątków czegoś, co kiedyś mogło być ciężkim
sprzętem budowlanym.
Ted nie pierwszy raz znajdował się w takiej sytuacji, ale mimo to zimny pot
spływał mu po plecach. Nienawidził tego uczucia. Wiedział jedno – jeśli tamten
od razu nie pociągnął za spust tylko kazał mu siadać – miał jeszcze jakąś
szansę.
- Hmmm – powiedział Rick gdy tylko zaczął odczuwać odprężające działanie tisteru
– pewnie nawet nie wiesz kim jestem. Od razu uprzedzę cię, że ta cała sprawa to
nie przypadek. Nie powiem też, że to nic osobistego... to właśnie jest bardzo
osobiste.
Ted nie odezwał się ani słowem, tylko pot zaczął płynąć po jego plecach jakby
większym strumieniem i wydawał się znacznie zimniejszy.
- Pamiętasz może Rean? Taką drobną blondynkę z motelu „Dzień od Salsville”?
Jedenaście lat temu? – Rick zawiesił na chwilę głos, ale ponieważ nie zauważył
żadnej reakcji, kontynuował – Miała wtedy szesnaście lat. Nosiła twoje dziecko.
Znalazłem ją w piwnicy czternastego września. Powiesiła się. Od tamtej pory
żyłeś na kredyt.
Na zewnątrz zrobiło się nieco głośniej, jakby odgłosy miasta przybliżyły się
do nich, ale żaden z nich nie zwrócił na to uwagi.
Rick wypluł pozbawioną już smaku gumę, usmiechnął się szeroko i pociągnął za
spust. Ted nawet gdyby chciał, nie mógł się już mocniej spocić.
Kula wyleciała z lufy, lecz w połowie drogi zatrzymała się i spadła na
podłogę nie wydając żadnego odgłosu. Gdyby była istotą świadomą na pewno byłaby
mocno zdezorientowana. Obaj mężczyźni powoli opuścili głowy i zatrzymali się
w bezruchu.
Odgłosy miasta przybliżyły się jeszcze bardziej i zaczęły być rozróżnialne.
-
Kcchss’ft, sssch’ttk fsssss’kt tktkkk’csch!!! - powiedziało miasto.
-
Ssschtt fk’ttkt ftsss kchhhhss’tsssf – powiedział Kcchss’ft
i zaczął składać zabawkę.
Cały magazyn uniósł się i mocno pochylił. Kula kalibru 3.15 powoli zsunęła
się do miejsca gdzie kończyła się podłoga i wypadła. Kilka metrów niżej
rozpłynęła się w powietrzu. Gdyby była istotą świadomą.
Bal
Zawsze
lubiłem ubierać się dość ekstrawagancko, więc na dzisiejszy szczególny wieczór,
przywdziałem ciało człowieka.
Beczka piwa
Beczka się
już kończyła. Zostało nas już tylko trzech, zdolnych do picia. Postawiliśmy
sobie tę beczkę chyba za cel ambicji. Jednak przeceniliśmy nasze możliwości. Po
kilku kolejnych kuflach, legliśmy i my. Oczywiście następnego dnia
rozpowiadaliśmy wszystkim, że to myśmy ją skończyli. Przecież nie wypadało nam
mówić, że gdy zasypialiśmy w pijackim otumanieniu, to widzieliśmy jak beczka
wstała i poszła się wysikać pod drzewo.
Cały świat
Cały mały
świat mieści się w jednej maleńkiej dłoni dziewczynki. Dziecka, które musiało
zrozumieć, że nigdy nie będzie dorosłe. Uśmiechajcie się do niej, nawet jeśli
przechodzi was lodowaty dreszcz.
Codziennie kawa na śniadanie
Twoje ciało
nie żyje, a ty spadasz w dół. Mimo wszechogarniającego przerażenia myślisz
bardzo trzeźwo. Do twego umysłu najpierw nieśmiało a po chwili coraz mocniej
i mocniej zaczynają wdzierać się obce myśli i wrażenia. Za moment nie jesteś już
w stanie ich powstrzymywać siłą swojej woli i ogarnia cię panika. Nagle, gdy
wydaje ci się, że dotarły już do samego jądra twojej świadomości, w jednej
chwili milkną, pozostawiając po sobie dzwoniącą ciszę. Powoli odzyskujesz
wspomnienia. z twojego niematerialnego gardła zaczyna dobywać się, narastający
z każdą chwilą śmiech. Tak, miło jest wracać do domu.
Czas
Miał dużo
czasu. Mógł czekać. Jego ciało umierało. Mózg odbierając sygnały ogromnego bólu,
wyłączył świadomość. Zostało mu już niewiele życia, ale nie zdawał sobie z tego
sprawy. Miał dużo czasu. Mógł czekać. Czekać na miłość. Tak jak zawsze.
Deszcz na żółto i na niebiesko
Deszcz, który
spadł tamtego dnia, nie wyróżniał się niczym szczególnym. Poza tym, że był
żółty. Tak samo żółty, jak słoneczniki, które błyskawicznie po nim wyrosły na
każdym dostępnym kawałku ziemi. Różnej maści naukowcy jak i szarlatani nie
potrafili wyjaśnić tego fenomenu. Przez jakiś czas tylko w brukowej prasie
pojawiały się artykuły, a to o przecieku z tajnego laboratorium broni
biologicznej, a to o biblijnej mannie z nieba.
Stary Jack, zwany przez wszystkie dzieci z okolicy wujkiem też miał swoją
teorię, którą opowiadał każdemu. z zainteresowaniem słuchały go jednak tylko
dzieci. Mówił on, że widział małe zielone ludziki z czerwonymi kapturkami na
głowach grzebiące coś w nocy w jego ogródku. Fakt faktem słoneczniki nigdzie tak
nie obrodziły jak u starego Jack’a.
Po kilku dniach życie znowu wróciło na swoje dawne tory. Jedynymi, o których
było jeszcze słychać w związku z tą sprawą było kilku rolników z pobliskich
gospodarstw agroturystycznych, protestujących przeciwko nieuniknionemu spadkowi
cen pestek i przebąkujących coś o blokowaniu dróg.
Deszcz, który spadł równo tydzień po żółtym, był niebieski. Kałuże po nim
wyglądały bardzo ładnie i wysychały jakoś szybciej, nie pozostawiając żadnych
plam, ku uciesze ludzi odpowiedzialnych za sprzątanie miasta. Wszystkie
słoneczniki po nim zwiędły.
Jednym z nielicznych, którzy zachowali spokój, był łuskający swoje ulubione
pestki z dyni, piekarz z naprzeciwka, który całe zajście skwitował słowami –
Allah dał, Allah wziął – nie przejmując się żegnającym się na te słowa księdzem.
W życiu miasta nic się nie zmieniło od tamtej pory. No, może prócz faktu, że
przez cały rok trudno było kupić pestki ze słonecznika. Nigdy więcej jednak nie
było już u nas tak kolorowo.
Dom na wzgórzu
Na wzgórzu
stał dom starców. Nie miał wielu pensjonariuszy. Większość z nich stanowiły
kobiety. One przeważnie żyją dłużej od mężczyzn.
Dwie z nich siedziały teraz na ławeczce w parku. Ta wyższa nie lubiła luster.
Czasami rozmawiała sama do siebie. Zawsze starannie upinała swe długie siwe
włosy w kok. Ta druga ubierała się zawsze bardzo kolorowo i lubiła dokarmiać
małe zwierzęta. Teraz grały ze sobą w warcaby, jak codziennie po obiedzie. Ich
myśli krążyły gdzieś w przeszłości.
To były Królewna Śnieżka i Kopciuszek. Im spełniła się przynajmniej połowa
przepowiedni. Żyły długo. Ale czy szczęśliwie?
Droga
Niezmiernie
rzadko człowiek może wybrać drogę, którą będzie kroczył. Częściej zdajemy sobie
sprawę z tego, jaka droga nas czeka, dopiero gdy na nią wejdziemy. Ta, którą
wybrałem, pokryta była kurzem. Zupełnie, jakby ktoś od bardzo dawna jej nie
sprzątał. Ale była to moja droga. Droga do doskonałości.
Drzewa
Tam gdzie
kiedyś był biegun zimna teraz zdawało się tętnić życie. Drzewa szumiały coraz
mocniej. Wiatr się wzmagał. Mrówki nerwowo zamykały wejścia do swoich twierdz.
Teraz one były tu gospodarzami, od kiedy promieniowanie opadło na tyle by
pozwolić im wyjść spod ziemi. Powoli rozwijały swoją cywilizację, tak różną od
cywilizacji ludzi.
Na drugim kontynencie była tylko szklana pustynia. Nawet Drzewa nie założyły
tam swojej kolonii. Wędrowne owady zmieniły trasy swoich przelotów. Kontynent
był martwy i bardzo długo miał jeszcze takim pozostać.
W jedynym zamieszkanym przez żywe istoty miejscu Drzewa szumiały coraz
mocniej. Wiatr się wzmagał. Bo na tym świecie to Drzewa wytwarzały wiatr. Nie
był to na szczęście nasz świat.
Fotograf
Przeglądając swoje stare zdjęcia, zauważyłem jedno, na którym, w szybie
przejeżdżającego akurat samochodu, nie było odbicia fotografa, czyli mnie, tylko
jakiejś sympatycznej, nieznajomej dziewczyny, trzymającej aparat w rękach.
Akurat moment, gdy robiłem to zdjęcie utkwił dość dobrze w mej pamięci. Tknięty
dziwnym przeczuciem, dotknąłem swych piersi.
Handel
- Dzień dobry,
jestem przedstawicielem firmy STM, naszym mottem jest „spełnimy twoje marzenia,
jakiekolwiek by one nie były”. w dzisiejszej promocji mam do zaoferowania
specjalnie dla pana, jedyną w swoim rodzaju miłość. Nie taką wyniszczającą,
jakie pan przeżywał do tej pory, ale prawdziwą, namiętną i szaloną. Na pewno
jest to coś, o czym pan zawsze marzył i jak widzę po wyrazie pańskich oczu,
jeszcze pan nie zaznał. i wszystko to za jedyne 99 zł. Oczywiście moja firma
daje panu trzymiesięczną gwarancję i całkowity zwrot poniesionych kosztów,
w przypadku, gdyby się pan nie zakochał w przeciągu tygodnia takim uczuciem,
o jakim pan zawsze marzył...
- Przepraszam, – przerwałem młodemu człowiekowi, który przed chwilą wszedł do
mojego biura – to, co mi pan proponuje, jest rzeczywiście bardzo kuszące.
Niestety jestem zmuszony odrzucić tą ofertę, gdyż nie zwykłem prowadzić
interesów z analfabetami.
- Nie bardzo rozumiem, co pan sugeruje? – spytał nieco zmieszany.
- Sugeruję tylko, że jest pan analfabetą. w przeciwnym razie zrozumiałby pan
treść tabliczki, wiszącej na drzwiach mojego biura, na której jest napisane „Na
terenie zakładu pracy zabrania się handlu obnośnego”.
Historia 1
A poza tym
nuda, jak cholera. Zero komiczenia w zatory mentalne. Sadłość i lepność pożera
pokasłactwo. Czekawieniec się odzywa i poczernia zapicia. Nic, tylko mleko i lód
i cytryna i piwo. Forma bez wypełnienia. Zastoje. Przecena uczuć. Rozszyderczam
swoje zasilenie w bleblezlistnym wyczekawcu. Czerwień nie wiem, siedzę i patrzę
przede siebieee. Poczekam, zwlekam i rozpadam zamiary. Bredzę i mieszkam w domu,
nie potrebnuję świerby i korby, a podlegam grawitacyji. Nic z oderwania od oczu
obrzydłych obserwów. Niedobrze, niej dobre. a kiedy ona wróci? a czy ja będę
czekała, czy czekał?
Chwila, chwila, chwilunia, jakieś przekłamy. Potrzebuję defektu, chwila, dwa,
chwila, chwila, odczekaj, 1... 2... 3... odejście, tak jest, mamy go, trzymaj na
monitorze, chwila, odczyt pulsu, odczyt oddechu, jest, dawaj go do lodu, Uwaga,
gaśnie... jeszcze raz, 3... 2... 1... odejście, dosercowy, jest, tnij, odczyty,
pobieramy, bez załamań, bez wahań, bez serca, żyje, sukces, on żyje bez serca!
Historia 2
- Dlaczego?
- Myślałem, że wiecie, nie odczuwam już nic poza zwierzęcymi odruchami.
- Przecież nie jesteś zwierzęciem.
- Pod względem funkcjonowania organizmu jestem.
- Chodzi też o świadomość.
- Muszę przyznać Wam rację, rzeczywiście mam świadomość. Tak naprawdę to ona
zupełnie różni się od świadomości ludzi. Nie jestem już człowiekiem, zmiany są
nieodwracalne. To, że czasami zachowuję się jak człowiek, to tylko forma
mimikry.
- Niemożliwe, ktoś na pewno by to już odkrył.
- Wielu ludzi już to zauważyło. Ci z nich, którzy żyją, nie są w stanie jednak
mi zagrozić. Oni się mnie boją. Nie jestem nieobliczalny. Funkcjonuję po prostu
trochę inaczej. Mam inną hierarchię wartości. Jestem czujnikiem mojego super
ego, które działa jak sędzia. Osobiście nie muszę w niczym maczać paluchów, ani
nikim się posługiwać. Jestem panem swojego świata i nie oddam go nikomu.
Umierając, narodzę się w nim królem.
...
- To wszystko przez egoizm. Jestem pieprzonym egoistą. - Dlaczego?- Nic nie
dzieje się bez przyczyny. Podejrzewam, że zaczęło się od moich problemów
sercowych. Ponieważ nic nie zapowiadało zmiany sytuacji, powoli odwracałem się
od ludzi. Od nikogo nie zaznałem bezinteresownego dobra, więc nikomu nie
zamierzam go dawać.
- Myślisz, że łatwiej z tym żyć?
- Myślę, że łatwiej z tym umierać. Jeżeli ktoś mnie nienawidzi, to z ulgą
przyjmie moją śmierć. Jeżeli ktoś potrafiłby mnie kochać i kochałby, to byłoby
mu to trudniej znieść. Mimo wszystko nie należę do osób, które lubią, gdy ktoś
cierpi.
- Bzdura. Każdy umie kochać i każdy chce kochać.
- Zgoda, ale ja nie umiem być kochany.
...
- Zdejmij wreszcie wszystkie maski! Pozbądź się upiornych twarzy!- Nie chcę, nie
chcę, nie potrafię, one już przyrosły do mnie!!- Zerwij je razem je ze skórą!
Poświęć trochę bólu! Nie poddawaj się tak szybko!- Ja się boję! Ach, to boli!
Nie chcę, nie chcę, przestań proszę!
- Zerwij, zerwę ci je sama! O, już schodzi pierwsza warstwa!
- Nie rób tego, przestań, nie!!!
- Nie krzycz, zrobię to za ciebie. Mógłbyś chwilę cicho być! Ta stalowa jest
ostatnia! Pod nią skryta twoja twarz! O, już zeszła, popatrz w lustro!
- Nie chcę, boję się! Nie wiem, co zobaczę, może nie zobaczę nic!?
- a jednak masz twarz! Tylko ja potrafiłam ci ją ukazać! Otwórz oczy! Patrz!
- Widzę oczy, widzę twarz. Coś dziwnego na policzkach?
-
To łzy.
Jasnowidz
Przepowiadanie przyszłości przypomina oglądanie sąsiedniego podwórka przez źle
ustawiony teleskop. Widać kilka szczegółów, ale nie można dostrzec zarysów
całości i wszystko jest odwrócone do góry nogami. Dopiero znając tę regułę można
pokusić się o interpretację widzianych obrazów.
Jestem jasnowidzem. Od wielu lat próbuję odnaleźć w tym, co mnie czeka jakiś
sens i nadzieję. Na przykład wczoraj zobaczyłem symbol trupiej czaszki. Nie
przeraziło mnie to zbytnio, bo mogło oznaczać bardzo wiele różnych rzeczy.
Dopiero dziś okazało się, że symbolizowało to moje problemy z uruchomieniem
samochodu. w zbiorniku paliwa, po zimie, odstało i skropliło się trochę wilgoci.
Chciałem dolać więc do paliwa trochę denaturatu, by związał wodę, ale nie mogłem
go nigdzie znaleźć. Symbol trupiej czaszki oznaczał więc moje problemy ze
znalezieniem denaturatu, który ostatecznie musiałem pożyczyć od sąsiada, za
którym nie przepadam.
Dziś zobaczyłem w swojej wizji kobietę. z moich poprzednich obserwacji
i następujących po nich przeżyć wiem, że jest to symbol o wiele gorszy od
trupiej czaszki. Jutro więc zamknę się w domu, wyłączę telefon i nie będę nikomu
otwierał. Niestety, z mojej praktyki wynika, że kobiety, gdy tylko przychodzi na
nie czas, potrafią obejść i takie zabezpieczenia, ale może to i lepiej.
Ionny Mnemonik
Ionny był
Mnemonikiem. w zasadzie jego Prawdziwe Imię brzmiało Pomarańcza Jest
Pomarańczowa. Ale używał go tylko w sprawach oficjalnych.
Od urodzenia mieszkał w swoim wygodnym mieszkanku na ul. Kolorów. Było małe,
ale za to wygodne i komfortowo urządzone. Na początku nie za bardzo rozumiał kim
jest i po co, ale pewnego dnia przyszedł do niego pan z Urzędu Kontroli i nadał
mu jego Prawdziwe Imię. Kilka razy na początku Ionny je zapominał, ale pan z UK
co jakiś czas odwiedzał Ionnego i zawsze umiejętnymi skojarzeniami odświeżał mu
pamięć. z każdym kolejnym rokiem kontrole zdarzały się coraz rzadziej, aż
w końcu się skończyły.
Ionnemu podobało się jego Prawdziwe Imię, był z niego dumny, chociaż nawet
nie wiedział co to jest Pomarańcza ani Pomarańczowa. Ale wiedział że Pomarańcza
Jest Pomarańczowa, bo być taką musiała. Zawsze zazdrościł ładnej mosiężnej
tabliczki na drzwiach swojego sąsiada z naprzeciwka – pana Bubu Jest Niebieski.
Pewnego dnia więc zamówił podobną gustowną tabliczkę na swoje drzwi. Od tej pory
zaczęły go odwiedzać Skojarzenia.
Skojarzenia odwiedzały go co jakiś czas. Trzeba przyznać, że nawet nigdy go
nie irytowały ich wizyty. a i na palcach jednej ręki można policzyć gdy budziły
Ionnego nocą. Ionny kwitował im delegacje w rubryce „ul. Kolorów” i zawsze
znalazł chwilę na pogawędkę. Dowiadywał się potem jaką mają pracę, a raz nawet
zaprzyjaźnione Skojarzenie pokazało Ionnemu swoje inne wpisy z tego dnia. Były
one dość chaotyczne jak się Ionnemu zdawało i pochodziły z różnych dzielnic.
Były wpisy z ul. Alkoholowej, Zapachowej, a z Seksualnej nawet dwa, od pana
Pierś Jest Okrągła i Perfumy Pachną JCC4YHE6OP. Ten drugi wpis wydał się nawet
Ionnemu znajomy. Przypomniał sobie, że jego kolega Perfumy Pachną JCC4EHE6OS
wczoraj dostał nakaz urzędowy zmiany Imienia na Perfumy Pachną Pomarańczą.
Od tamtej pory Ionny zaczął w ramach hobby interesować się czym lub kim jest
Pomarańcza. Teraz wiedział już dużo, bo zaprzyjaźnił się ze wszystkimi innymi
Mnemonikami, których część imienia była słowem Pomarańcza, aż nawet zaczął sobie
wyobrażać jaka Ona naprawdę jest.
Pewnego dnia do miasta wpadły z wielkim hukiem bojówki LSD. i wszystko
stanęło na głowie.
Kap, kap
Leżę
w wannie pełnej wody. z kranu płynie cieniutki strumień wrzątku. Krew nie
powinna krzepnąć, dopóki nie odejdę.
Karmnik
Nigdy nie
miałem smykałki do majsterkowania. Może dlatego karmnik nie wyszedł mi za
dobrze. Był krzywy, a w kilku miejscach deseczki były pęknięte. Te gwoździe,
które za bardzo wystawały, spiłowałem z grubsza pilnikiem. Nie wysiliłem się
nawet, by go pomalować. Wystawiłem go za swój balkon, tak bym mógł łatwo się do
niego dostać. Co wieczór, przed zaśnięciem siadałem na małym krzesełku
ustawionym na balkonie i karmiłem się marzeniami o miłości, która gdzieś na mnie
czeka. Karmiłem się z mojego karmnika, bo zbudowałem go właśnie dla siebie.
Kartka – narodziny bestii
Usiadłem
nad pustą kartką. Obawiam się, że nie mam wam nic więcej do napisania. Wypaliłem
się. Do głowy nie przychodzą mi już nowe pomysły. Wszystko, o co walczyłem,
legło w gruzach. w mojej głowie kotłują się tylko obrazy nicości. Nie mam
natchnienia, umarła muza, która sprawiała, że czasami coś mi się jeszcze
chciało. Dlaczego umieranie nie jest proste? Dlaczego nie mogę zrezygnować
z tego wszystkiego i poddać się? Przecież nie mam już nadziei. w moim mrocznym
tunelu nie widzę żadnego światełka. Nie potrafię już dłużej oszukiwać siebie
i was. Opowiadać o swoich marzeniach. Nie mam żadnych marzeń. Nie mam już po co
żyć. Jedyne, co mi pozostało to strach. Jestem tchórzem, który nie potrafi z tym
wszystkim skończyć. Tym samym skazuję się na piekło za życia. Nie interesuje
mnie, co się ze mną stanie, ani jaki będzie los reszty świata. Wlepiam swój
niepewny wzrok w sufit, nie próbując nawet na nim odnaleźć odpowiedzi. Nie
stawiam już nawet pytań. To wszystko nie ma żadnego sensu i nie miało go nigdy.
Palę papierosa za papierosem, popijam wódką i łzami. Słucham starych piosenek,
odtwarzanych z równie starego gramofonu. Obawiam się, że słowa „every man has to
die” mogą już mnie nie dotyczyć. Jedynym wyjściem jest odrzucenie
człowieczeństwa. Wzywam wszystkie siły ciemności i rozkładu, aby pomogły mi stać
się czymś, co będzie budziło w was strach. Czymś, co da wam powód aby żyć. Żyć
po to, by ze mną walczyć.
Niech się stanie.
Katalog
W katalogu
były piękne, kolorowe zdjęcia. Oferta aż kusiła, by z niej skorzystać. w końcu
zdecydowałam się na czarny komplet. Dwóch chłopców i trzy dziewczęta.
Kluczyk
Znalazłem
kiedyś kluczyk. Był malutki i miał bardzo dziwny kształt. Jako nastolatek snułem
fantazje, o czekającym na mnie, w jakiejś bankowej skrytce, ogromnym skarbie. Po
pewnym czasie zapomniałem o nim, lecz cały czas nosiłem go przy sobie jako
talizman. Lecz zamek do niego odnalazłem dopiero niedawno, zupełnie przypadkiem.
Umieszczony był pod jej lewą piersią.
Koniec świata
Nie myślcie
sobie, że podłączenie jedenastowymiarowej duszy do trójwymiarowego organizmu
jest łatwe. w kilkuset miejscach trzeba zakotwiczyć łącza i jeszcze pilnować,
żeby wszystko potem grało. Nie powiem, zdarza mi się czasami coś przeoczyć, ale
nie bylibyście wcale lepsi, gdyby to wszystko spoczywało na waszej głowie
i gdybyście musieli to robić miliony razy dziennie. Zdążyłem już niby nabrać
rutyny, ale od dłuższego czasu nie jest to praca, która daje mi satysfakcję.
w kieszeni mam wypisane wymówienie. Zostawię je dziś na biurku, a jutro nie
przychodzę do tej parszywej roboty. a oni? Przecież i tak większość z nich robi
wszystko, by tylko nie mieć dzieci.
Krzesło
Mam taki
zwyczaj, że gdy ktoś zaproponuje mi, abym usiadł na krześle, sprawdzam, czy pod
spodem nie ma uchwytu katapulty.
Lalka
Od
kilkunastu lat pracuję w sklepie z lalkami. Na początku nie lubiłem tej pracy,
ale z czasem stała mi się ona bliska. Ruch jest tu niewielki, więc mam sporo
czasu dla siebie. Najpierw zabijałem czas, czytając książki, później próbowałem
dorabiać sobie naprawą zabawek. Od pewnego czasu zajmuję się też wytwarzaniem
lalek. Chociaż to może za dużo powiedziane. Wytwarzam jedną lalkę. Co jakiś czas
coś w niej zmieniam, coś dodaję, coś odejmuję, tak aby stała się idealna.
Niestety, zauważyłem, że im bliżej jestem zrobienia lalki, która wydawała mi się
idealna jakiś czas temu, tym mniej mi się ona podoba. Człowiek się zmienia, tak
jak jego marzenia i wyobrażenia o świecie, jego wymagania rosną. Bardzo trudno
jest go zadowolić, nawet jeśli chodzi o samego siebie.
Łańcuch
Jak każdy
człowiek, chciałem być wolny. Musiałem rozerwać, krępujące mnie łańcuchy.
Najtrudniejsze było to, że krępowały mnie one od środka. w końcu jednak udało mi
się ich pozbyć. Kosztem swojej osobowości. Teraz jestem kimś innym. Może ta
wolność mnie zabiła?
Bajka o misiu Landrynce
Dawno,
dawno temu, w krainie Owocji, żył sobie miś. Nazywany był misiem Landrynką
i bardzo lubił słodycze. Miał ładne brązowe futerko i duże błyszczące oczka. Miś
Landrynka był sierotą. Sprzedał kiedyś swoich rodziców wędrownemu wypychaczowi
zwierząt za dużą torbę landrynek...
[Przepraszamy za nagłą przerwę w bajce, ale autor, po
kilkukrotnym przeczytaniu powyższego tekstu, łapaniu się za głowę, histerycznym
śmiechu, przerywanym słowami „no co ja piszę! co ja piszę! toż to patologia! to
jest chore!” doszedł do wniosku, że ta bajka zostanie niedokończona oraz zaleca
nie czytanie jej dzieciom w wieku poniżej 13 lat, w trosce o ich zdrowie
psychiczne oraz zawarte w utworze sceny drastyczne o charakterze patologii
rodzinnej, w niczym nie odzwierciedlające osobistych przeżyć autora, ani żadnej
znanej mu rodziny misiów, a także zaleca innym autorom jak i sobie na przyszłość
ostrożność w budowaniu bardzo długich zdań, które mogą zostać nieprawidłowo
zinterpretowane, bądź też podczas czytania których, może się pojawić u
czytelnika pewien syndrom zagubienia w tekście, czego należy unikać, jeśli się
nie chce być źle zrozumianym.]
Liczba człowieka
Na ręce
trupa były zapisane jakieś cyfry. Policja podejrzewała, że był to numer
telefonu, ale ja wiedziałem, że nie stanowią one żadnego tropu. To był tylko
numer seryjny zabójcy, który, tuż przed własną śmiercią uświadomił sobie, kim
jest i kim jest jego stwórca. Standardowy, tani model, klasy Kain VI. Od dawna
nie używany, miał za dużo powikłań z własną, szczątkową osobowością. Musiało być
naprawdę ciężko, skoro tym na górze też kończyły się fundusze.
List od...
Pamiętam
ten dzień, bo było to akurat w przeddzień moich dwudziestych ósmych urodzin.
List, który leżał w mojej skrzynce, niewątpliwie skierowany był do mnie. Nie
posiadał adresu zwrotnego. Po otworzeniu koperty moim oczom ukazała się kartka
białego papieru, pokryta nierównym pismem. Nie pamiętam teraz dokładnie, co tam
było napisane słowo w słowo, ale brzmiało to mniej więcej tak:
Drogi Tomku
!
Miałeś jednak rację. Nie potrafię żyć dłużej bez Ciebie. Byłeś i jesteś
jedynym celem mojego życia i jedyną mojego życia prawdziwą miłością. Tak bardzo
Cię przepraszam, że opuściłam Cię w tak trudnych dla Ciebie chwilach. Wierzę
jednak, że w Twym kochanym serduszku znajdzie się jeszcze troszkę ciepła dla
mnie. Proszę pozwól mi wrócić do Ciebie. Tak bardzo chciałabym, byśmy byli znowu
razem. Tak bardzo chciałabym, byś mnie jeszcze kiedyś przytulił tak, jak
dawniej.
Twoja żyrafa Kasia.
Zastanawiałem się przez dłuższą chwilę nad tym, jak pluszowe zwierzątko, które
zginęło mi, gdy miałem pięć lat, było w stanie utrzymać długopis w łapce. Po
czym zmiąłem list i wyrzuciłem do kosza. Nie można żyć przecież tylko
przeszłością.
Miłość – ale po co?
Czy tak
trudno zrozumieć kogoś, kto kochał albo kocha? Przecież miłość jest czymś tak
banalnym jak wypalenie papierosa. i tak podobnym. Najpierw sięgasz po nią
z ciekawości, z chęci bycia dorosłym, sprawdzenia jak to jest naprawdę. a gdy
już ci się przytrafi ta okazja, to przeżywasz zawirowanie umysłu, oszołomienie
jakieś takie. Coś nowego po prostu. Trwa to tylko chwilę, a potem zastanawiasz
się, co w tym było takiego, że mimo cierpienia chcesz spróbować jeszcze raz.
Tylko, że papierosy uzależniają i niszczą nasz organizm. Ale może właśnie o to
chodzi?
Do czego jeszcze można porównać to uczucie? Chyba do poznania jakiejś
tajemnicy. Tylko, że poznanie jej otwiera nam oczy na cały szereg kolejnych
tajemnic, wynikających z tej pierwszej. Może więc lepiej świadomie zrezygnować
z tej pierwszej? Czyż nie będziemy wiedzieć więcej nie znając odpowiedzi na
jedno pytanie, niż na tysiąc?
Miłość często jest też porównywana do narkotyków. Sprawa wygląda tu podobnie
jak z papierosami. Narkotyki po prostu silniej uzależniają i przede wszystkim
szybciej zabijają. Czy warto zabijać się w imię czegoś, na co odpowiedzi
ostatecznie nie poznamy?
Ale jeśli każdy z nas spojrzy wewnątrz siebie to przeważnie odniesie
wrażenie, że jego miłość jest inna, większa, czy też o wiele bardziej
skomplikowana, niż wszystko to, co na jej temat mówią i piszą inni. Czy to może
być prawdą? Na pewno nie jest. Ale być może potrzebne jest nam to, by czuć swą
indywidualność i odmienność? Może jest to potrzebą każdego człowieka? Jeśli
chcecie znać moje zdanie na ten temat, to powiem wam, że uczucie bycia
indywidualistą można osiągnąć na milion innych sposobów. Ot chociażby poprzez
pisanie takich historyjek jak ta. i pisarzem wcale być nie trzeba, tak jak nie
trzeba być poetą, by kochać i o tym mówić. a gwarantuję wam, że pisanie to
sposób o wiele prostszy i mniej wyniszczający niż miłość. No, ale to tylko moje
zdanie.
Może zastanawia się ktoś z was, po jaką cholerę ja piszę takie głupoty,
zamiast wziąć się za coś pożytecznego, albo przynajmniej zostawić więcej miejsca
do pisania komuś, kto się na tym naprawdę zna? Odpowiem i na to. a może po
prostu już przestaliście czytać i zajęliście się czymś innym? Życzę wam
powodzenia we wszystkim i trzymam za was kciuki. a prawda, miałem odpowiedzieć.
No więc ja siedzę właśnie i piszę takie rzeczy, bo nie umiem sobie dać rady
z pewną miłością. Oczywiście czuję, że była większa, lepsza czy dziwniejsza od
wszystkiego, co przytrafia się innym, ale wiem, że to nieprawda.
Bo każda miłość jest tak banalna jak wypalenie papierosa...
PS. Podczas pisania tego tekstu nie został raniony ani zabity żaden papieros.
Mżawka
Mżyło bez
przerwy już trzeci tydzień. Mój stan zdrowia poprawił się już na tyle, bym mógł
wyjść ze szpitala. Nie pamiętam prawie nic sprzed wypadku. Lekarze mówią, że
pamięć wróci mi za jakiś czas, ale nie za bardzo im wierzę. Dostałem tymczasowy
dowód osobisty na nazwisko Jan Piątek i skierowanie do noclegowni. Sam nie wiem
czemu, poszedłem jednak na łąkę. Usiadłem na błotnistej ziemi, założyłem ręce
z tyłu głowy i uśmiechnąłem się. Po chwili przestał padać deszcz. i nic
dziwnego, byłem przecież jego władcą. Muszę sobie tylko przypomnieć jak się
nazywam.
Najlepszy film
To był
najlepszy film, jaki widziałem w życiu. Aktorzy mieli na sobie bardzo dużo
srebra. Srebra, mówię!
Na końcu tęczy
Od rana
jestem szczęśliwym posiadaczem najnowszego latacza. w południe wybrałem się go
przetestować. Traf chciał, że zobaczyłem na niebie piękną tęczę. Pomyślałem
sobie, że spełnię swoje dziecięce fantazje i odnajdę jej koniec. Podobno na
końcu tęczy zawsze jest garniec złota. Poleciałem więc tam z maksymalną
prędkością, jednak złota nie odnalazłem. Zobaczyłem za to drugi latacz, który
najwyraźniej mnie uprzedził. Zadziwiające jest, że w wieku techniki, są jeszcze
ludzie wierni swym dziecięcym marzeniom. w drugim lataczu siedziała smutna
kobieta. Nie wyobrażam sobie, abym potrafił dłużej bez niej żyć.
Narkotyk
Budzę się
ze swojego codziennego snu. Budzę się i myślę o tobie. Zasypiam, myśląc o tobie.
Bardzo często zajmujesz moje myśli. Nie potrafię już o tobie nie myśleć i nie
tęsknić za poczuciem szczęścia, które mi czasami dajesz. Udaję jeszcze, że
jestem wolnym człowiekiem i mogę mieć wybór. Nie wyobrażam sobie życia bez
ciebie, chociaż czasami nachodzi mnie myśl, że byłoby o wiele lepiej, gdyby
nasze drogi nigdy się nie przecięły. Wszystko, co mam, to marzenia, na które mi
czasami pozwalasz. Jestem od ciebie uzależniony, jestem szczęśliwy za każdym
razem. Kasiu.
Negocjator
- Jeszcze
chwileczkę – powiedział Adam, odkładając słuchawkę i dokończył wprowadzanie
kodów startowych ostatniej rakiety. – Tak, teraz już jestem gotowy do
prowadzenia negocjacji.
Kapitan marynarki Stanów Zjednoczonych, Adam Laferson, rozsiadł się wygodnie
w fotelu. Rzucił okiem na ekrany monitoringu bazy w San Fernando’s Pin
i przełączył telefon na opcję głośnomówiącą. Zapalił papierosa, zmiął pustą już
paczkę, przekręcił kluczyk aktywacji zapłonu i pogłaskał duży czerwony przycisk.
-
Macie godzinę na przysłanie negocjatora. Mam
dwa warunki, ma to być kobieta i niech weźmie ze sobą Camele Light w miękkiej
paczce. Aha, lepiej żeby ona też była paląca. Nie róbcie też żadnych sztuczek
z awarią zasilania, czy czymś podobnym. Ten czerwony przycisk jest naprawdę na
tyle duży, żebym zdążył go nacisnąć.
Wydmuchnął dym i wyłączył telefon. Wyniósł leżącego na podłodze trupa do
korytarza, prowadzącego do wewnętrznej elektrowni atomowej bazy. Wracając wziął
z magazynu żywności dwie puszki coli i samopodgrzewającą się konserwę. Bardzo
lubił tą nową metodę konserwowania jedzenia, tak, by nadawało się do spożycia
nawet przez kilkaset lat. Rozpakował jedzenie i poczekał, aż się podgrzeje,
popijając zimny, orzeźwiający napój. Przez resztę czasu grzebał przy komputerze
i obserwował monitory, czekając aż zobaczy samotną kobietę idącą w stronę
głównej windy.
- Witam, nazywam się Ewa Michaels, jestem negocjatorem, o którego pan prosił –
powiedziała, zaraz po wejściu, piękna, wysoka tleniona blondynka.
- Proszę usiąść tam w rogu i przykuć się tamtymi kajdankami do fotela –
powiedział uśmiechając się do niej Adam, a gdy tylko zrobiła to, o co prosił,
odpalił rakiety – no, teraz nikt nam już nie będzie przeszkadzał – powiedział do
przerażonej kobiety.
- Co pan zrobił?! Morderco! Czy pan wie, że właśnie zabił pan miliony ludzi?!
- Mam nadzieję, że wszystkich. Zdążyłem zmienić tor lotu rakiet, tak by
poleciały w kierunku wszystkich krajów dysponujących bronią jądrową najnowszej
generacji. To był zły świat, w którym ludzie zapomnieli o Bogu, przerwał na
chwilę, zapalając papierosa z paczki, którą przyniosła. Po chwili poczęstował
kobietę. Nie odmówiła, trzęsły się jej ręce.
- Słyszała pani – kontynuował – o najnowszych badaniach kriogenicznych
prowadzonych w tej bazie? Możemy położyć się spać choćby i na trzysta lat
i przeczekać opad radioaktywny. a potem? Potem zaczniemy to wszystko od
początku, tyle, że dużo lepiej – patrzył w jej osłupiałe oczy – Pewności dodało
mi właśnie to, że ma pani na imię Ewa...
- Ale... –
przerwała mu – ale ja... ja... – jej oczy pokryły się łzami, wtuliła głowę
w ramiona i zaczęła się cała trząść.
- Co? Co pani jest?
- Ja... – wykrztusiła z siebie – jestem... bezpłodna...
Nić
Wchodzę
w ciemność. Wszystko wydaje się iluzją. Obrazy za mną zmieniają się bezustannie.
Świat oszukuje, grając znaczonymi kartami. Moje kieszenie są wypchane dynamitem.
Mozolnie odcedzam wrażenia od zdarzeń. Czas zatoczył pełne koło. Jego szybkość
przyprawia mnie o mdłości. z kalendarza zrywam ciągle jedną i tą samą kartkę.
Martwe ćmy obijają się o kryształowy płomień znicza. Muzyka płynie, wyrabiając
swe własne koryta w zaschniętym powietrzu. Pcham przed sobą nić Ariadny. Ona
zaprowadzi mnie do snu o istnieniu.
Nie
Jest mi
dobrze. Jestem szczęśliwy. Dobrze jest. Mi. Nieeeee budźcieeee mnieeeee!!!!!!!!!!
Nie chcesz zmienić świata
Chodź ze
mną. Nie bój się. Będę ci mówił słodkie kłamstwa. Zamykam oczy i widzę ciebie
pogrążoną w smutku. Kocham cię. Nie pozwolę ci odejść. Chcę cię uderzyć. Nie bój
się. Zamknij oczy. Chodź ze mną. Chodź. Odcinasz mi skrzydła. Mam dość. Chodź ze
mną. Jestem szczęściarzem tego świata. Widziałem szczęście na własne oczy.
Dotykałem go. Chodź ze mną. Odwiedzimy najcudowniejsze miejsca. Sprawimy, że
zawiruje wszystko wokół nas. Zamienię resztę życia za kilka godzin z tobą.
Przecież chcę cię zabić. Chodź ze mną. Odwiedzimy wróżkę, niech na nią spadnie
kara. Rzucę monetą i sprawdzę, dokąd dziś pójdę. Wyjdę z domu i pójdę tam, gdzie
ty. Chodź ze mną. Pójdźmy razem. Śniła mi się dziś mała kapliczka, w której
weźmiemy ślub. Nie zamieniaj się w potłuczone szkło. Chodź ze mną. Ogolę się
i założę garnitur. i będę przynosił słone róże na twój grób. Chodź ze mną. Boję
się iść sam. Podaj mi dłoń. Połóż głowę na ramieniu. Czy to ja umarłem wtedy,
czy ty, nieważne. Chodź ze mną.
Nóż
Odkroiłem
swą codzienną porcję życia i położyłem na kromkę chleba. Dziś kanapka była
cieńsza niż zwykle.
Oczy
Kolejna
kulka potoczyła się wzdłuż kamiennej rynny i spadła do tacy. Rozbiła się na
tysiące kawałków. Po chwili odrobiny zaczęły się rozbiegać w różnych kierunkach.
Jak zwykle najwięcej było szarych. Tylko kilka było w kolorach tęczy. Nie
starczyłoby mi czasu na obejrzenie wszystkich, więc obejrzałem z bliska tylko te
kolorowe. No tak, jak zwykle, w barwach szczęścia były tylko te poświęcone
kobiecie. Chyba trzeba będzie zwiększyć liczbę ich narodzin, zanim ten świat
zacznie przypominać piekło.
Okruszki
Kochani
rodzice, bawię się świetnie. Mamy tu cudowną pogodę i wspaniałe warunki. Wszyscy
cieszymy się, że mamy takie piękne wakacje. PS. To, co zostało z Marka, wysyłam
w paczce. Smacznego!!!
One
W uszach
szumiało mi jeszcze po wybuchu. Po wybuchu jej śmiechu. Jej śmiechu, gdy
powiedziałem jej to, na powiedzenie czego zbierałem się tak długo. Tak długo
nikt by chyba nie wytrzymał. Nie wytrzymał by tego śmiechu nawet chwili dłużej.
Dłużej już nie mógł tego znosić i sobie poszedł. Poszedł sobie do diabła. Do
diabła z takimi kobietami. Takimi kobietami były wybrukowane podłogi piekła.
Piekła mnie ze wstydu twarz. Twarz?
Piaskownica
Na moim
podwórku jest piaskownica. Czasami z chłopakami budujemy w niej fortyfikacje dla
naszych armii. Kopiemy głębokie okopy dla naszych żołnierzy, toczących między
sobą swoje plastikowe wojny. Kiedyś, gdy akurat wyszedłem na podwórko pierwszy,
postanowiłem, że dopóki nie ma kolegów, to wykopię dla mojego wojska najgłębsze
okopy na świecie. Kopałem chyba dość długo, bo przekopałem się na drugą stronę
świata. a po drugiej stronie świata są Chiny, prawda? No więc z tej dziury,
która miała być okopem, wyszli Chińczycy. Mówię wam, moja armia jeszcze nigdy
nie prowadziła tak trudnej wojny. Byłoby z nami naprawdę źle, ale akurat w porę
wyszli moi koledzy ze swoimi wojskami. Wygraliśmy. Przecież Chińczycy po drugiej
stronie świata muszą chodzić na głowach i się łatwo wywracają, prawda?
Piętnaście minut szczęścia
Za kwadrans
przyjedzie dorożka. Dorożkarz na chwilę odsunie kołnierz ze swej twarzy
i poprosi, byście wsiedli. Dopiero wtedy będziecie mogli zacząć się bać.
Piosenka na telefon
Niedaleko
mojego bloku stała kiedyś budka telefoniczna. w zasadzie były tam dwie budki,
ale tylko jedna była czynna. Inne dzieci dzwoniły przeważnie na bajki, a ja gdy
byłem mały, wrzucałem do aparatu złotówkę i dzwoniłem na numer, na którym można
było usłyszeć piosenki. Miałem tam nawet jedną ulubioną, która być może
z przeoczenia ludzi opiekujących się tym numerem powtarzała się bardzo często.
Nazwałem ją Piosenką.
Teraz, gdy mieszkam w innym mieście, czasami dzwoni do mnie telefon
i w słuchawce zamiast głosu człowieka słyszę tą samą Piosenkę. Żona przez jakiś
czas podejrzewała mnie nawet o chorobę psychiczną, ale gdy kiedyś przekazałem
jej słuchawkę akurat w momencie, gdy zadzwoniła do mnie piosenka, pogodziła się
z tym fenomenem. Akurat ten raz, nie była to ta prawdziwa, tylko inna, do której
odtworzenia namówiłem kolegę z pracy, tłumacząc się, że idzie o jakiś zakład.
Ten sposób na uśpienie czujności mojej żony podpowiedziała mi sama Piosenka. Ona
zawsze mówi mi, co mam robić. To właśnie za jej śpiewaną namową ożeniłem się
z moją żoną. Bo moja żona jest piosenkarką. Bardzo dobrą piosenkarką.
Pociąg
Przez okno
już nie było widać stacji, z której odjechaliśmy. Pociąg rozpoczął swój miarowy
stukot. Nie jechał zbyt szybko. Do następnego postoju miała być jeszcze około
godzina jazdy, a do stacji końcowej, na której miałem wysiadać, prawie pięć.
Współpasażerowie zachowywali się dość cicho, ale humory im dopisywały.
Pomyślałem, że zdążę się jeszcze zdrzemnąć, osłoniłem więc twarz przed rażącymi
promieniami Słońca i zamknąłem oczy. Nie przeszkadzało mi nawet to, że jechałem
do Nieba osobowym. Zdążyłem się już przyzwyczaić. Jechałem tam nie pierwszy raz.
Przecież jestem aniołem.
Podejrzenie
Wyklułem
się parę lat temu. Przez większość czasu ukrywałem się. Wychodziłem na wierzch
tylko wtedy, gdy pojawiała się znajoma niepewność. Jestem podejrzeniem.
Podejrzeniem, że mnie nie ma.
Posiłek
Stół uginał
się pod ciężarem wszelakiego jedzenia i napitku. Żal byłoby opuścić taką okazję
do ucztowania. Był jeszcze drugi, osobisty powód. To była moja stypa.
Potwór
W nozdrza
kłuł jeszcze zapach spalenizny. Kenardo zsiadł z konia, by dokładniej przyjrzeć
się śladom, pozostawionym przez potwora. Ślady były równe i świeże, zupełnie
jakby paskuda nie przejmowała się, że ktoś znajdzie jej trop. Nigdy wcześniej
takich nie widział.
Łowca odruchowo sprawdził, czy jego talizman Czerwonego Paska Tęczy znajduje
się na swoim miejscu. Bestia najwyraźniej chciała, aby bez trudu ją znalazł.
Kenardo przywiązał prychającego konia do drzewa. Zdjął z pleców ciężki, pokryty
runami potrójnej śmierci, młot bojowy i cicho odmówił nad nim modlitwę. Młot
zaczął się jarzyć zimnym zielonym blaskiem. Kenardo zaczął przeżuwać ziele
tisteru. Po chwili poczuł odprężenie, a jego zmysły wyostrzyły się ponad ludzką
miarę.
Szedł ostrożnie szerokim traktem powalonych drzew, pozostawionym przez
potwora. Ta bestia musiała być silniejsza, niż wszystko, co do tej pory widział.
Po kilku minutach w jego nozdrza uderzył zapach świeżej spalenizny, a do uszu
dobiegło rytmiczne sapanie. Cicho podkradł się do pobliskich zarośli
i w odległości strzały z łuku, zobaczył potwora. Był on niepodobny do niczego,
co wcześniej widział. Miał ogromne cielsko, pokryte plamistym, zielono-żółtym
pancerzem. z jego głowy, umieszczonej na środku tułowia, wyrastał olbrzymi róg.
Bestia cicho sapała, strzygła małymi uszami, a spod jej zadu unosiła się strużka
dymu. Kenardo nie spostrzegł u niej żadnych nóg. Nagle bestia obróciła swą głowę
w jego kierunku i ryknęła. Łowca stał jak zahipnotyzowany.
I wtedy czołg na niego ruszył.
Przedmiot z innego świata
Kenardo
łapczywie łapał powietrze. Uciekał długo na oślep, przez las, dopóki nie był
pewien, że zgubił polującą na niego bestię. Teraz był już pewny, że potwór
został przyzwany przez Popielate Elfy. Któryś ze Świetlistych Magów musiał wejść
z nimi w układy i im pomagać. Północna granica Imperium Dwóch Twarzy wcale nie
wydawała mu się taka bezpieczna jak jeszcze wczoraj. Kenardo wiedział, że musi
wrócić żywy, by poinformować o nowym zagrożeniu strażników ze Srebrnego
D'Riltleth.
Szło ku wieczorowi. Trzeba było jakoś przeczekać noc. Łowca nie zdecydował
się jednak na rozpalenie ognia. Wolał ryzykować spotkanie z głodnym
niedźwiedziem, niż z Popielatymi Elfami, albo tym bardziej z ich bestią. Znalazł
duże drzewo o rozłożystych konarach i już miał się na nie wspiąć, gdy zauważył
jakiś błysk wśród jego korzeni. Ostrożnie odgarnął opadłe liście i jego oczom
ukazała się niewielka metalowa szkatułka.
Kenardo spodziewał się jakiejś podstępnej pułapki, więc nie zamierzał jej
wcale otwierać, a tylko zabrać ze sobą do zbadania. Krasnoludy ze Strzelistych
Gór na pewno sobie z nią poradzą. Zaczął owijać pudełko kawałkiem płótna, gdy
nagle pojawiły się na nim jakieś znaki. Łowca chwilę zastanawiał się, w jakim są
języku. Były trochę podobne do runów używanych przez wyznawców Zapomnianego
Boga. Oznaczały zapis miesięcy. Ale dlaczego szkatułka opisana by być miała
symbolem miesiąca Maja? O, a teraz run się zmienił i zmieniał się nadal...
Kwiecień... Marzec... Luty... Styczeń...
Problem z kobietami
Mój problem
polega na tym, że potrafię być jedynie z mądrą kobietą, a mądrość jej poznaję po
tym, że ona nie chce ze mną być.
Przełącznik
Wyszedłem
ze swojego taniego samochodu, zamknąłem drzwiczki i włączyłem alarm. Rozejrzałem
się po pustym o tej porze parkingu. Chwileczkę, parking wcale nie był pusty. Pod
jednym z filarów podtrzymujących strop stała dziewczynka. Mogła mieć ze
czternaście lat. Stała tak i przyglądała mi się z niewinną miną. Zwykle w takich
sytuacjach uruchamiał się we mnie jakiś przełącznik. Miałem już na sumieniu
kilka takich dziewczynek. Ta mogłaby być kolejną, jednak coś się tu nie
zgadzało. To nie był ani czas, ani miejsce, w którym powinna przebywać taka
mała. Rozejrzałem się odruchowo, w porę, by dostrzec rąbek policyjnej czapki
wystający zza niebieskiego kombi. Cicho odetchnąłem, najspokojniej w świecie
podniosłem swój neseser i poszedłem w stronę windy. Gdy naciskałem przycisk
przywołania, coś rzuciło mną o ścianę, wyrywając mi większość wnętrzności
i łamiąc kręgosłup. Zaskoczony nie zdążyłem uciec przed kołkiem, który przebił
moje serce. Ostatnią rzeczą, którą zobaczyłem, były oczy, pochylającej się nade
mną dziewczynki. Teraz już całe czerwone. Jak u każdego łowcy.
Przydrożny
Zatrzymaj
się. Dokąd tak biegniesz? Czemu śpieszysz się tak bardzo, że nawet mnie nie
zauważasz? Kiedyś może mnie nawet dostrzegałeś, teraz jestem dla ciebie tylko
szarym, nic nie znaczącym tłem. Odrzuć czasami swój egoizm. Rozejrzyj się.
Przyjdź czasami do mnie, nie tylko wtedy, gdy jest ci źle i czegoś ode mnie
potrzebujesz. Połóż na mnie dłoń i uśmiechnij się. Ja tu cały czas jestem.
Czekam. Czekam właśnie na ciebie. Wstęp 5 zł.
Przyjaciel
Mój
przyjaciel mieszka w mojej kieszeni. Czasem w zapalniczce, którą zapalam
papierosa, gdy jest mi źle, czasem w torebce miętowych cukierków, a czasem
w starej kostce do gry, która ułatwia mi podejmowanie decyzji. Mój przyjaciel
jest bardzo mały i zawsze mogę go zabrać ze sobą, bo prawdziwych przyjaciół po
tym się poznaje, że zawsze są przy tobie, gdy ich potrzebujesz. Nawet jeśli
jesteś sam. Zwłaszcza, gdy jesteś sam.
Ptak
Na
parapecie siedział ptak. Rozdzielał sklejone deszczem pióra. Obserwowałem go,
dopóki nie odleciał. Musiałem czekać dłużej niż on, bo mój deszcz padał od
wewnątrz.
Pustynia
Mówili na
nią Sarenka. Miała 19 lat, delikatną skórę, wspaniałe długie, rude włosy
i piękne zielone oczy. Zabrałem ją w zeszłą sobotę na przejażdżkę moim nowym
srebrnym kabrioletem, który kupiłem tylko dlatego, by dodać sobie śmiałości.
Zgodziła się od razu. Może ona też czuła, że łączy nas przeznaczenie? Policja
jeszcze nie odnalazła jej ciała.
Ostatni rejs
Płynęliśmy
już dwa tygodnie. Morze było spokojne. Zza nielicznych chmur prześwitywało
Słońce. Statek, choć niewielki, wyglądał na solidny i doskonale radził sobie na
spokojnych wodach. Wiatr napinał jedyny żagiel. Wszystko wydawało się takie
spokojne i senne.
Żadne z nas nie wiedziało dokąd płyniemy, ani ile będzie trwała podróż. Nie
przyszło nam do głowy, by kogokolwiek pytać. Kapitan stał za kołem sterowym
i pykał z fajki. Czasami do naszych nozdrzy docierał słodki dym.
Między sobą też mało rozmawialiśmy. Wpatrywaliśmy się w morze z jakąś
tęsknotą w oczach. Być może, gdzieś tam w głębi, było nam jeszcze żal tego, co
opuściliśmy. Na pewno jednak teraz było nam lżej. Nie dotyczyły nas już smutki,
cierpienia i ból świata, który zostawiliśmy za sobą. Bo opuściliśmy już nasz
świat. To był ostatni rejs.
Rozmowa w sypialni
- Zaraz ci
wszystko wytłumaczę – powiedziała przerażona. Obok niej leżał pół nagi
mężczyzna. – To nie jest tak, jak myślisz.
- Ależ kochanie – odparłem, otwierając szufladę – przyszedłem tylko zabrać swoje
rzeczy.
Zawsze sobie wyobrażałem rozstanie z kobietą w taki oto właśnie sposób.
Chłodny, rzeczowy, beznamiętny. Życie niestety lubi płatać figle. To obok mnie
leżała naga kobieta, gdy weszła moja żona.
Sala operacyjna
Sala
operacyjna w naszym szpitalu była tak czysta, że gdyby nie pacjenci, nawet
karaluchy nie miałyby co jeść.
Sen
Niebo było
błękitne, trawa soczyście się zieleniła. Na horyzoncie było widać ośnieżone
szczyty gór. Strumyk leniwie przelewał swoje wody pomiędzy wygładzonymi
kamieniami. Czasami było widać jakąś pluskającą rybę. Mały drewniany domek stał,
przycupnięty na łagodnie opadającej łące. Wśród gałęzi pobliskiego lasku,
radośnie świergotały ptaki. Leżałem sobie wygodnie, z głową na twym łonie
i słuchałem twojego, cudownego głosu. Tego, jak opowiadałaś o naszym szczęściu,
które wspólnie odnaleźliśmy i o tym jak damy na imię naszym dzieciom. Twój
słodki głos zawsze mnie uspokajał i dawał mi poczucie sensu życia. Byłem
najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Uśmiechałem się, zgadując, do czego
podobne są przepływające chmurki.
I wtedy jak zwykle przerwał mi ten słodki kontralt, którego tak nienawidziłem
– „Informuję, że wykupiony czas snu o szczęściu, właśnie dobiegł końca. Włóż swą
kartę do czytnika, aby wykupić kolejne trzy minuty”. Rozeźlony otworzyłem oczy,
zerwałem przewody sennika i rozprostowałem swe słabe kości, na przydziałowych
czterech metrach kwadratowych mieszkadła. Wziąłem szybki, mikrofalowy prysznic
i wyszedłem do pracy. Musiałem przecież jakoś zarobić tę parę kredytów, by znowu
móc być z tobą, kochanie.
Sok z czarnej porzeczki
Stukot
kopyt na kamieniach. Śliskie kamienie zmoczone deszczem. Deszcz tworzący
kontrast, między poszarzałym niebem i kolorową tęczą. Puste ulice wieczornego
miasta. Krople rozbijające się na kamieniach. Krople rozbijające kamienie.
Kamienie rozbijające krople. Kamienie rozbijane kroplami. Gorący, wilgotny
oddech starej kamienicy. Zziębnięte odbicie dwudziestu metrów gorącego odbicia
dwustu lat. Rozbita tęcza starej szyby. Odłamki kaleczące twarz. Zacieki
wieczności na nowym tynku. Świat, któremu jest wszystko jedno. Jeden stary
człowiek, rozebrany ze starego łachmanu nowego garnituru, w kolorze
zdesperowanej twarzy. Miarowy, głęboki oddech. Polowanie na młodość. Brudne
pieniądze pokryte tłuszczem przypalonego kurczaka. Sadzone jajka na śniadanie.
Galaktyki zamarzniętego ognia, oddzielające jedną latarnię od ciebie. Rozbite
statki pożądania. Wiatr, wtulający głowę w ramiona i przytrzymujący kapelusz.
Podkreślanie nazwiska dwoma liniami. Bursztynowa broszka w poczerniałej oprawie.
Pasemka siwych włosów. Wspomnienia i marzenia. Kamienie z wytartymi literami.
Bezsilność.
Spełnienie
W końcu
znalazł się ktoś, kto wyciągnął do mnie dłoń. Niestety, tylko po jałmużnę.
Strzał
Obudziłem
się, bo wydawało mi się, że ktoś strzelał. Dłuższą chwilę wyczekiwałem,
nasłuchując ostrą jak żyletka ciszę, podświadomie oczekując kolejnego strzału.
Po kilku minutach mogłem znowu spokojnie położyć się spać. Przecież tacy jak on
nie chybiają.
Świeczka
Płomień
powoli dogasa. Za kilka minut znowu będzie ciemno. Na tej świeczce jest moje
nazwisko, ale się nie boję. Jest mi tylko żal.
Symbol
Dokończyłem
ostatnią linię, łączącą cztery wierzchołki figury. Tak jak przypuszczałem,
symbol nie zajarzył się zielonkawym światłem, ani też oczom moim nie ukazała się
żadna bestia. Muszę znaleźć jakiś inny sposób aby przyzwać Człowieka.
Szachownica
- Stawiam
życie na tę kartę – zadrwił gracz.
- Będziesz żył długo – zadrwił los.
Szczypta soli
Dziecko
marzy o dużej torbie cukierków, o tym by każdy wyciągnięty z niej cukierek był
owinięty w inny papierek i żeby każdy miał inny, ale zawsze słodki smak.
Człowiek dorosły potrafi delektować się smakiem pikantnie przyprawionych owoców
morza, albo zwykłym pomidorem posypanym szczyptą soli. Niektórzy wręcz nie
potrafią sobie wyobrazić by można było jeść pomidora bez szczypty soli. My też
jesteśmy taką szczyptą soli dla ludzi zjadających swój codzienny kawałek świata.
Starajmy się smakować im dobrze, nawet jeśli czasami cierpnie od nas język.
Szminka
Na imprezie
wszyscy bawili się znakomicie. Do domu wróciłem nad ranem i zmyłem z twarzy
clowna. Przez chwilę patrzyłem w lustro i namalowałem na nim uśmiech. Też
chciałem się z kogoś pośmiać.
Tunel
W oddali
widziałem, czekające na mnie, jasne światło. Promieniowało ciepłem i nadzieją.
Ten tunel był bardzo długi i z radością oczekiwałem tego, co czeka mnie, po jego
drugiej stronie. Nigdy nie lubiłem prowadzić pociągu po ciemku.
Twarz kochanka
Jego twarz
była piękna. Dopiero teraz mogłam to docenić. Niebanalne, ostre rysy, cudowne
oczy i ten wspaniały układ bruzd i dołków sprawiały, że przebiegał mnie dreszcz
podniecenia. Ach jakże bym chciała, żeby uśmiechnął się do mnie jeszcze raz.
Niestety to niemożliwe. Jego twarz na zawsze pozostanie taka sama, tak jak i on
cały. On jest z kamienia, a ja jestem Meduzą.
Wąż
-
Psssssst – zasyczał wąż. – Chodź tędy, już nie musisz się bać.
- Przepraszam, ale nie przywykłam rozmawiać ze zwierzętami.
- No tak, zawsze to samo – odrzekł wąż i zdjął maskę. Moim oczom ukazał się
przystojny blondyn, o orzechowych oczach. – Czy teraz lepiej?
- Tak, znacznie – odparłam i niby od niechcenia, poprawiłam swoją suknię, by
mieć łatwiejszy dostęp do ukrytego sztyletu.
Wieża
Wieża była
wysoka i smukła. Jej kruczoczarne ściany wydawały się pochłaniać promienie
Słońca. Jedyne drzwi wykonane były z solidnych dębowych desek, okutych stalą. Na
każdej, ze swych sześciu kondygnacji, miała tylko jedno, niewielkie, okratowane
okno. z jej szczytu roztaczał się budujący widok na pole dawno zapomnianej
bitwy. Zamieszkałem w niej kiedyś i mieszkam do dziś. Miewam tu niewielu gości.
Jest mi w niej dobrze i wygodnie. Nawet jeśli jest to tylko czarna wieża od
szachów.
Wilk
Zbliżała
się godzina, o której powinienem nawiązać łączność. Starałem się zająć najlepszą
pozycję, by nic nie zakłócało sygnału. Uruchomiłem systemy lokalizacyjne,
w poszukiwaniu naturalnego satelity planety, na której się znajdowałem. Po
chwili, mimo grubej warstwy chmur, znałem już kierunek. Ustawiłem dokładnie
antenę nadawczą i zacząłem wyć.
Wino
W piwnicy dojrzewało wino. Postawiłem je tam zeszłego lata
z porzeczek, właśnie po to, by uczcić twój powrót do kraju.
Dziś właśnie miał być dzień twojego przylotu, ale dziesięć minut przed moim
wyjściem z domu, w wiadomościach podano, że twój samolot spadł do morza
i wszyscy zginęli. Zadzwoniłem na lotnisko i sprawdziłem, że byłaś na jego
pokładzie.
Siedzę teraz sam i piję wino porzeczkowe domowej roboty. Nie może się
przecież zmarnować.
Włosy
Zawsze
chciałem mieć piękne włosy. Dlatego teraz, gdy mam je już długie, bardzo o nie
dbam. Myję je regularnie najlepszym szamponem, stosuję odżywki
i najnowocześniejsze preparaty. Na noc wkładam je do specjalnej torebki
i zamykam w sejfie.
Wycieczka
Piotr
wyciągnął zapalniczkę i przypalił papierosa. Zaciągnął się głęboko. Spojrzał na
swoje stare, wytarte buty i usiadł na plecaku. Czekał na okazję już dobre kilka
godzin, ale żaden samochód nie chciał się zatrzymać. w sumie nie śpieszyło mu
się nigdzie, ale chciał już wyjechać z tego miasteczka. Dla niego było to
przeklęte miejsce, w którym zostawił spory kawałek swojego życia. Jedynie
wakacje dawały mu krótkie okresy wytchnienia. w tym mieście nie miał żadnej
przyszłości. Jedyne co mogło go tu czekać, to marna praca, za marne pieniądze
i szara codzienna nijakość. Chciał poznać świat i te wszystkie piękne rzeczy,
które mógł zaofiarować. Rokrocznie opuszczał swoje rodzinne strony i wyjeżdżał.
Zawsze jednak trafiał w miejsca, w których, mimo początkowego okresu fascynacji,
było mu jeszcze gorzej. Dlatego zawsze wracał. Bo to bardzo ważna rzecz dla
człowieka, mieć takie miejsce, które może nazywać domem.
Wyspa jednej nocy
Jest takie
miejsce, w którym opuszcza człowieka odwaga. Miejsce, z którego dochodzi głos,
wzywający piekło. Oddałbyś wszystko, co masz i skazał się nawet na niewolę, aby
tylko nigdy tam nie wracać. Bo już tam byłeś, przypomnij sobie dobrze...
Zapałki
Obudziłem
się z potwornym bólem głowy. Ostatnie, co pamiętam, to jak oglądałem wieczorem
telewizję. Rozejrzałem się, ale niewiele zobaczyłem. Było ciemno. Wyjąłem
z kieszeni zapałki i spróbowałem zapalić jedną, potem kolejną, wszystko bez
skutku. Przez chwilę przez moją głowę przebiegła straszna myśl, że zostałem
uprowadzony i obecnie znajduję się w świecie, gdzie są inne prawa fizyki i to
dlatego zapałki się nie zapalają. Odrzuciłem od siebie ten pomysł. Być może po
prostu były wilgotne. Ale kto może wiedzieć jak jest naprawdę?
Zdjęcie
W swoim
regale, za szybą, trzymam kilka pocztówek od przyjaciół, parę zdjęć
z przyjemnych okresów swojego życia, oraz miejsce na zdjęcie ukochanej.
Zegarek
Gratulujemy
Ci, nasz Drogi Kliencie, zakupu naszego najnowszego zegarka Tomakka Enterprise
800 KX. Zegarek ten posiada 10-letnią gwarancję i łączy w sobie najnowsze
osiągnięcia technologii z oryginalnym, niebanalnym wyglądem. Przypominamy też
o zarejestrowaniu zegarka, celem umożliwienia wykorzystania Ci pełnego pakietu
usług dodatkowych.
Nasz zegarek automatycznie dostraja się do strefy czasowej, w której
przebywasz. Oprócz pełnego panelu wizyjnego dostępnego zarówno drogą
bezpośredniego połączenia z nerwami wzrokowymi, posiada też tradycyjny
wyświetlacz projekcyjny klasy E4D o regulowanej przekątnej od 3” do 12”.
Enterprise 800 KX ponadto umożliwi ci odbiór podstawowego zakresu 4.000
programów holo w paśmie nie kodowanym, oraz po rejestracji, pełnego zakresu pasm
kodowanych. Zintegrowany nadajnik o zasięgu planetarnym, umożliwi Ci
komunikowanie się przy zachowaniu IX stopnia bezpieczeństwa transmisji danych.
Zegarek nasz posiada standardowo łącze gwarantowane o przepustowości 3TTbvid.
Dołączony moduł AI i zestaw standardowych łącz pozwala na sprzęgnięcie się
z obwodami prowadzonego pojazdów o napędzie grawitacyjnym, wektorowym, tunelowym
i kołowym, a także na pilotaż maszyn kroczących oraz kombinezonów
środowiskowych i bojowych (po potwierdzeniu zezwolenia).
Dzięki automatycznemu śledzeniu wszelkich Twoich procesów życiowych, będzie
informował Cię, Drogi Kliencie, o stanie Twojego organizmu, a także w przypadku
zagrożenia Twojego życia, automatycznie zawiadomi najbliższe służby medyczne.
w przypadku zaniku Twoich funkcji życiowych, wbudowany dozownik substancji
kriogenizującej, wprowadzi Twój mózg w stan hibernacji, zwiększając Twoje szanse
przeżycia do czasu przybycia odpowiednich służb.
Znajdujący się na wyposażeniu Enterprise 800 KX mikropromiennik, pozwoli Ci
zarówno podgrzać Twoje ulubione danie jak i rozniecić ogień na biwaku.
w przypadku wykrycia bezpośredniego zagrożenia Twego życia, mikropromiennik
pozwala na jednorazowe oddanie salwy ukierunkowanego strumienia plazmy
o temperaturze 2,6MK i zasięgu do 150m (wymienne baterie do nabycia w sieci
naszych sklepów).
Jeszcze raz gratulujemy udanego zakupu. Polecamy też szereg naszych innych
produktów, ułatwiających Ci, Drogi Kliencie życie w naszym świecie
i przypominamy nasze hasło reklamowe: „Bądź nowoczesny, pozbądź się mięsa”.
Prezes
Korporacji Tomakka
AI Sentenence Semirchi XI Ydp.
2312
Źle
Ukrywasz
twarz w dłoniach. Zamykasz oczy i widzisz to, co straciłeś. Nigdzie już ci się
nie śpieszy. Stawiasz małe kroki. Często się zatrzymujesz. Wybierasz miejsca,
w których jesteś sam. Po plecach przechodzi cię dreszcz wywołujący łzy. Nie
musisz już spać, nie musisz jeść. Palisz papierosy, popijając je gorzką herbatą.
Przestałeś już nawet pytać "dlaczego?". Stale słuchasz jednej i tej samej
piosenki. Jej słowa, powtarzane wiele razy, tracą sens. Wszystko zamienia się
w rozmazaną plamę. Kładziesz się do łóżka i nie możesz zasnąć. Nie czujesz bicia
swego serca. Cały umysł wypełnia ci szara pustka. Zestarzałbyś się i umarł.
Cicho, samotnie, w zapomnieniu. Wąchasz swoje palce. Mają taki surowy zapach
martwego kota. Słońce wschodzi, a jego promienie nie rozświetlają niczego.
z miejsca, w którym miałeś duszę, rozchodzi się stalowy chłód, zamykający w swym
wnętrzu kolejne myśli. Po brodzie ścieka ci stróżka śliny i kapie na koszulę.
Nie ma już pytań, nie ma odpowiedzi. Rozpadłeś się jak puzzle, na którym nie ma
żadnego obrazu. Stuk, stuk, stuk.
Życie poczęte
Ostatnia wojna
miała miejsce siedemset lat temu. Standard życia mocno się poprawił. Uporaliśmy
się z chorobami i głodem. Przeciętny czas życia człowieka przedłużył się do
ponad dwustu lat. Przeludnienie też już nie jest problemem, mimo że jest nas
ponad dwieście miliardów. Wybudowaliśmy podwodne miasta i sztuczne wyspy, udało
nam się porozumieć z delfinami. Życie na Ziemi zaczęło przypominać raj.
Samoświadome automaty przystosowują do kolonizacji powierzchnię Marsa i wnętrze
Wenus.
Rozwinęło się wiele nowych dziedzin sztuki. Wyraźnie zwiększyła się
wrażliwość ludzi na piękno. Zniknęła nienawiść do innych, rasizm i uprzedzenia.
Człowiek nauczył się kochać życie i szanować inne istoty.
Znacznie rozwinęły się zdolności paranormalne. Telepatia jest czymś
naturalnym i powszechnym. Nadal jednak, mimo tego, że jesteśmy się jej w stanie
nauczyć, nie potrafimy wyjaśnić zasad jej działania. Podejmowane są pierwsze
próby telepatycznego połączenia wielu umysłów w celu stworzenia wspólnej
świadomości. Na razie jednak bez powodzenia. Analizując efekty można by
w przybliżeniu stwierdzić, że do utworzenia wspólnego superumysłu potrzeba
byłoby psychicznego połączenia ponad stu miliardów telepatów. Za kilka pokoleń
uda nam się i to.
- - - - -
W jednej chwili cała planeta stanęła w ogniu. Ziemia rozstąpiła się
wyrzucając z siebie gorącą lawę, oceany wyparowały. Po kilkunastu godzinach
niczym nie podsycane już płomienie zostały ugaszone przez olbrzymie opady
deszczu. Ziemia w niczym nie przypominała już tego raju, jakim była jeszcze tak
niedawno.
Bóg odetchnął z ulgą. Miał już wprawę w robieniu aborcji, ale ta sprawa była
najtrudniejsza i trochę już śmierdziała. Zdążył właściwie w ostatniej chwili.
Płód prawie już uzyskał świadomość. Jeszcze kilkaset lat opóźnienia i musiałby
stawiać na szali swoją reputację i karierę. Sprawdził jeszcze dokładnie czy
w układzie nie zostały ślady zorganizowanego białka i znikł.
- - - - -
- Widziałaś jaki był duży? – zapytał Unit-S106 swoją wysuniętą na powierzchnię
Wenus część wyposażoną w sensory.
- Też kiedyś taki będę – stwierdził rozmarzony, zmieniając plany i wydając
kolejne komendy swoim częściom przystosowującym planetę. Planetę, która już nie
miała służyć do przyjęcia ludzi...