Niebieski
Wyłączył radio, zapiął ciepłą, jesienną kurtkę i podniósł swój,
obity czarną skórą neseser. Dokładnie zamknął za sobą drzwi i zjechał windą do
podziemnego garażu. Uruchamiając swój sportowy samochód, odruchowo poprawił w
lusterku grzywkę i włączył radio. Po dwudziestu minutach szybkiej jazdy
autostradą numer 105 skręcił w kierunku elektrowni.
– Witam, panie Holdram – przywitał go strażnik, sprawdzając przepustkę przy
szlabanie wjazdowym – jak samopoczucie w tą kiepską pogodę?
– Dziękuję, dobrze – odpowiedział krótko Filip i na jego twarzy pojawił się
grymas, który mógłby być uśmiechem, mówiącym "naprawdę bym z tobą chętnie
porozmawiał, ale chyba już i tak jestem spóźniony".
Dojechał do swojego miejsca parkingowego, wysiadł, wtulając głowę w kołnierz
kurtki, wziął neseser i zamknął drzwi samochodu. Idąc w kierunku wejścia dla
obsługi technicznej, odruchowo obejrzał izolatory stacji wysokiego napięcia. W
zeszłym tygodniu dwa z nich pękły i podejrzewał, że cała ich partia mogła być
wadliwa. Oczywiście, gdy będzie kolejna awaria, to właśnie jego wyślą, by je
wymienił, tak jakby nie miał nic lepszego do roboty, niż łażenie po
czterdziestometrowych słupach i pilnowanie ludzi, walczących z oporną materią i
lodowatym wiatrem.
Przejrzał pobieżnie raporty i podpisał odbiór poprzedniej zmiany. Wszyscy
ludzie z jego brygady byli już w pracy i rozmawiali przy kawie o wczorajszym
meczu. Przywitał się z nimi, zlecił rutynowe przeglądy i zamknął się w swoim
biurze. Włączył firmowego laptopa i sprawdził pocztę. Dziś nie było tego wiele,
pełen wyrzutów list od byłej dziewczyny, który szybko wylądował w koszu, jedno
polecenie od kierownika i list od przyjaciela:
"Cześć RamFi. Wczoraj z nudów
szperałem trochę po sieci i znalazłem kilka rzeczy na usenecie, które mogłyby
cię zainteresować. Zajrzyj na soc.psychologia.samozycie i odpisz, co o tym
myślisz. Pozdrowienia, Scatcher."
Filip
odbębnił papierkową robotę, wydrukował wyniki, położył je na krawędzi biurka,
tak, by mieć alibi w razie wizyty szefa i zalogował się do serwera grup
dyskusyjnych. Szybko dodał nową subskrybcję i zaczął przeglądać nagłówki.
Jedyne, co rzuciło mu się w oczy, to dyskusja, która osiągnęła już liczbę ponad
dwustu wątków, która rozpoczęła się od wiadomości wysłanej przez nieznanego mu
osobnika, podpisującego się jako MindDigger. List był krótki:
“Path: news.public.net!not-for-mail
From: "MindDigger" <minddigger@haven.of.heaven.org>
Newsgroups:
soc.psychologia.samozycie
Subject: Nie wiem co się dzieje...
Date: Tue, 16 Jan 2001 05:37:11 +0100
Nie wiem, co
się ze mną dzieje. Od kilku dni nic nie sprawia mi przyjemności. Zauważyłem też,
że bardzo szybko zapominam o nieprzyjemnych przeżyciach. Zupełnie jakbym
codziennie budził się z wypranym mózgiem. Nie pamiętam nawet czemu wczoraj
wkurzały mnie jakieś drobiazgi, a przecież pamiętam, że byłem wściekły. Czy to
początek sklerozy? A może powinienem to wszystko olać, bo zapewne jutro nie będę
nawet pamiętał, że dzisiaj mnie to zaniepokoiło?".
To zupełnie tak
jak ze mną, gdy rzuciła mnie Joanna – pomyślał Filip. Kiedyś też przeżywałem
rozstania mocniej, a teraz, zaledwie po kilku dniach, zapomniałbym o tym, gdyby
nie jej e-maile. Po chwili zaczął czytać pierwszą odpowiedź na ten wątek, a po
drugiej, po jego plecach przeszedł niepokojący dreszcz. Nie zdławił przekleństwa
wypowiedzianego tonem niedowierzania. Sprawdził odruchowo podpis
odpowiadającego, nie, Filip nigdy nie pisał na tę grupę. Post brzmiał:
"To zupełnie
tak jak ze mną, kiedy rozstałem się z dziewczyną. Wiązałem z nią poważne plany
na przyszłość, a teraz mnie nawet nie boli to, że odeszła z innym. Ale do jasnej
cholery minęły dopiero dwa dni! Nie jestem jakimś pieprzonym automatem, by
spłynęło to po mnie jak po kaczce. Dopiero teraz się wkurzam, ale nie na nią,
tylko na siebie, że tak łatwo zapomniałem o swoich emocjach, mimo że byłem
przekonany, że ją kocham. Pamiętam, że chciałem się nawet przez nią truć, czy
wieszać. A teraz nic. Może ja też jestem bez uczuć? Może ta skleroza jest
zaraźliwa?
Kristof A. Iwann."
Szybko
przejrzał wszystkie następne listy. Znalazł jedną fachową poradę psychiatry,
kilkanaście odpowiedzi silących się na humor i ponad setkę postów, zawierających
bardzo podobne do siebie przykłady ludzi, którzy zastanawiali się nad
przyczynami swojego odczłowieczenia. W kilku słowach dopisał swój głos do
dyskusji, swoje podobne przeżycia i przełączył się na swoją ulubioną grupę
rec.sff, zamierzając zcrossować wątki, by tematem zainteresować grupę ludzi o
otwartych umysłach.
W tej samej chwili światła rozbłysły nagle jaśniej i z oddali dał się słyszeć
przytłumiony huk, który zbiegł się w czasie z rozbłyskiem lampy alarmowej. Filip
zaklął pod nosem, zamknął laptopa, podszedł do szafki, założył roboczą kurtkę i
kask. Wybiegł ze swojego biura w kierunku pokoju kontroli, po drodze mijając,
biegnącą w przeciwnym kierunku, drugą brygadę. Markez, który sapiąc, biegł za
swoimi ludźmi, zdążył tylko krzyknąć:
- Chyba dziś padło na mnie, walnęło w podstacji miejskiej - wykrztusił w
kierunku Filipa.
Filip odetchnął z ulgą, prawdopodobnie nie będzie musiał ze swoimi ludźmi
dziś wychodzić na zewnątrz. Jednocześnie współczuł Markezowi. Zwolnił nieco
kroku i rozluźniony wszedł, do pełnego już, pokoju.
- Musimy przełączyć czwartą linię na centrum - mówił koordynator - zachodnie
dzielnice dostaną prąd dopiero, gdy usuniemy awarię. Holdram, - dodał, gdy tylko
zauważył Filipa - ty pakuj swoich ludzi i wybierz się do stacji 202, daj
tymczasowe zasilanie dla szpitala i telekomunikacji, potem połącz się ze mną -
dodał, wręczając Filipowi radiotelefon.
- Tak jest, szefie - odparł krótko. Wolał wyjść jak najszybciej i zrobić swoje,
zanim Krappowi przyjdzie do głowy dodać mu jeszcze jakieś zadania.
Jechali terenowym pickupem, z oznaczeniami zakładu energetycznego. Na dachu
co chwila rozbłyskiwał pomarańczowy kogut. Mieli pretekst do szybkiej jazdy,
trzeba było przecież podłączyć zasilanie do jedynego szpitala w taniej
dzielnicy. Ciekawe, czy mieli chociaż awaryjne zasilanie intensywnej terapii -
Filip zamyślił się na chwilę i to starczyło, by nie zauważył wyjeżdżającego z
prawej strony, czarnego jeepa. Świat rozpadł się jak potłuczona szyba.
Długo nie zdawał sobie sprawy, co się z nim stało, ani gdzie jest. Jego
leniwe myśli krążyły gdzieś w przeszłości. Wspominał chwile spędzone z Marie,
jej delikatne dłonie, piękne ciało i sposób, w jaki się uśmiechała. Dlaczego się
z nią rozstał? Dlaczego teraz, gdy o niej myślał, było mu żal? Unosił się w
powietrzu ponad miastem, a jakaś potężna siła ciągnęła go coraz wyżej. Przez
chwilę wydawało mu się, że widzi z oddali całą Ziemię, a obraz zawirował i
rozmył się w ciemną plamę. Po dłuższym czasie pojawiło się przed nim oddalone
światło, które zaczęło się przybliżać. Gdy stało się wystarczająco duże,
pochłonęło go i zdał sobie sprawę, że pędzi z niewyobrażalną prędkością w jasnym
tunelu, którego ściany co pewien czas rozbłyskują obrazami z jego życia. Nie
przeżyłem tego wypadku - pomyślał, ale nie bał się, przed sobą czuł oczekujące
go ciepło. Jego myśli uspokoiły się, zaczynał czuć się szczęśliwy - Dobrze, że
po drugiej stronie coś jest - zdążył pomyśleć.
Nagle jego zadowolenie prysło i poczuł ogromny ból. Coś z wielką siłą
przerwało jego ostatnią podróż. Wyrzuciło go z tunelu. Na chwilę zupełnie
stracił orientację. Znajdował się teraz zawieszony w mleczno-szarej poświacie.
Wirował. Gdy tyko się w tym zorientował, zaczął sprawdzać, czy ma na to jakiś
wpływ. Ruch obrotowy powoli zwalniał, aż zatrzymał się zupełnie. Filip mógł
wreszcie spróbować dostrzec jakieś szczegóły. Nie był sam, nieopodal unosiło się
kilka, ledwo widocznych, zarysów ludzkich postaci. W oddali majaczyła, jasno
pulsująca tuba tunelu. Tunel był rozerwany.
- Nie możemy nic zrobić - usłyszał od strony jednej z postaci.
- Jesteśmy smutni - powiedziała druga.
- Cierpimy - powiedziała, z nostalgią trzecia.
- Będę cierpiał razem z wami - powiedział Filip, nawet nie zdając sobie z tego
sprawy.
- Czekamy już długo, coś się musi zmienić.
Później musiał znosić jeszcze wiele bólu...
Aż pojawił się anioł. Zabierał ich po kilku na raz ze sobą, w kierunku
odległego ciepła. Gdy przyszła kolej Filipa, anioł odezwał się do niego:
- Ty jeszcze nie powinieneś być jednym z nas. Przepraszam cię za całe
cierpienie, które musiałeś znosić razem z nami, chodź teraz ze mną - powiedział
i zabrał go w stronę narastającego bólu.
Ból był prawie nie do zniesienia. W chwili, kiedy myślał, że nie wytrzyma już
ani odrobiny więcej, anioł który go prowadził, zamienił się w kobietę, ubraną w
kitel pielęgniarki. Filip ujrzał nad sobą biały sufit szpitalnej sali. Z jego
przedramienia wystawała igła, podłączona do kroplówki. Chwilę później zapadł w
męczący sen pełen koszmarnych majaczeń.
Kilka dni później, gdy był już w stanie utrzymać się na powierzchni
świadomości, odwiedził go Scatcher. Jeszcze nie zdążył zamknąć za sobą drzwi,
gdy Filip przywitał go, swoim osłabionym głosem:
- Wiem! Już wiem co się działo z całym tym cierpieniem! To anioły je zabierały,
bo ostatnio były trochę bliżej Ziemi niż zwykle. Napisz to ode mnie ludziom na
grupie dyskusyjnej i napisz, że tam byłem. Tu nikt nie chce dać mi komputera.
Jego przyjaciel uśmiechnął się spokojnie. Lekarz uprzedzał go, że po tak
ciężkim szoku dla organizmu, pacjent może przez jakiś czas bredzić.
- Spokojnie, jeszcze trochę tu musisz poleżeć, przyniosłem ci świeże gazety -
powiedział Scatcher i położył je na szpitalnym stoliku, stojącym obok łóżka.
- Musisz teraz przez jakiś czas odpocząć, - kontynuował - miałeś poważny
wypadek, kierowca tego wozu, który cię stuknął, nie przeżył. Ty masz połamane
chyba wszystkie żebra, cudem chyba tylko jedno z nich nie zmiażdżyło ci serca.
Powiem ci szczerze, miałeś śmierć kliniczną, lekarze spisali cię już na straty,
nie dawali ci żadnych szans. Musisz być chyba kimś szczególnym dla tych na górze
- podniósł rękę i pokazał nią w kierunku sufitu i uśmiechnął się nerwowo. Nie
przemęczaj się jeszcze parę dni, proszę cię jako przyjaciel.
- Tak, rzeczywiście muszę trochę odpocząć - powiedział Filip i ponownie zapadł w
ciężki sen.
Obudził się dopiero wieczorem. W sali oprócz niego nie było nikogo. Po chwili
przypomniał sobie o pozostawionych mu gazetach. Ciekawe jak długo tu leżę -
pomyślał, i rzucił okiem na nagłówek lokalnego dziennika. Po chwili nerwowo
obejrzał drugą i trzecią gazetę. Ciężko opadł na poduszkę, a świat rozmył się i
zawirował przed jego oczami. Był 21 lutego 1961 roku.