Bajka o poranku

   Wcale nie tak dawno temu, wcale nie tak daleko, żyła sobie, wcale nie młoda już dziewczynka. Była drobna i mała, można by powiedzieć, że mizerna i niedożywiona. Miała rzadkie, zawsze trochę przetłuszczone włosy, mimo, że starała się dbać o swoją higienę. Cerę też miała nie za ciekawą, trochę przesuszoną i złuszczoną. Od słońca zawsze dostawała wysypki na dłoniach i dekolcie, ale lubiła słońce i ciepło, które dawało. Marzła tak często, że nawet w największy upał zakładała na siebie kilka warstw ubrań. Uważała, że ma zbyt małe piersi i dlatego nikt nie chce się nią zainteresować.
   Pewnego dnia postanowiła przełamać swój wrodzony strach przed ludźmi i zmienić swoje przeznaczenie. Umyła się, ogoliła nogi, ładnie uczesała. Przy odrobinie wprawy umiała już ukrywać przed wzrokiem obcych swoje nieciekawe, szare, takie nijakie, zbyt rzadkie włosy. Założyła na siebie krótką, ciemnoszarą spódnicę i bluzkę, w cienkie, poziome, szaro-błękitne paski, z niewielkim dekoltem. Pod bluzkę założyła biustonosz, zrobiony z grubego materiału, lecz postanowiła wyjątkowo nie wypychać go dodatkowo watą. Miała jeszcze odrobinę szacunku do samej siebie. Całości stroju dopełniły czarne czółenka na pół-wysokim obcasie i duża, srebrna spinka do włosów.
   Tuż przed zmierzchem założyła na wierzch granatowy płaszcz, do ręki wzięła małą, czarną torebkę i wyszła ze swojego zwykłego, szarego domu, jakich pełno w każdym mieście. Poszła w kierunku położonej w centrum dyskoteki. Tym razem nie zadzwoniła do swoich fałszywych przyjaciółek i była sama. Zapłaciła za wstęp do lokalu, pieniędzmi odłożonymi ze swojej nędznej pensji, oddała w szatni płaszcz i poszła w kierunku baru. O tej porze było jeszcze niewielu ludzi, czuła się spięta. Kupiła swoje ulubione, lokalne piwo i poszła w kierunku jednego z wielu, pustych jeszcze stolików. Wybrała taki w rogu sali, gdzie mogła się skryć przed wzrokiem innych w półmroku przyciemnionego, dyskotekowego oświetlenia. Z torebki wyciągnęła i zapaliła, przemycanego ze wschodu papierosa. Wypaliła jednego, drugiego, trzeciego, sącząc powoli swoje piwo. Siedziała tak i myślała na przemian, że albo się czuje bardzo nieswojo, albo jest jej dobrze tak samej.
   Po godzinie zrobiło się nagle dość tłoczno. Nie wiadomo skąd pojawiło się sporo ludzi. Okazało się, że wszystkie stoliki są zajęte, a ona jedyna siedzi przy czteroosobowym sama. Zauważyła niemłodego mężczyznę, który wszedł niepewnie i rozglądał się za wolnym miejscem. W tym przyciemnionym świetle, wydał jej się całkiem przystojny. Uśmiechnęła się lekko w jego kierunku i usiadła wyprostowana. Mężczyzna zauważył jej wzrok i podszedł do niej. Przepraszam, czy można się dosiąść – zapytał. Tak, proszę bardzo – odpowiedziała, przesuwając w swoją stronę, stojącą na stoliku torebkę. Oddam tylko ubranie do szatni – powiedział i wyszedł. Po trzech minutach szedł już w jej stronę. Uczepiona jego boku jak pijawka, szła obok niego jakaś cycata blondyna. Jak zawsze, kurwa, jak zawsze.